Kruczek, Kruczek. Koincydencje zacne acz przypadkowe

Fragment pracy Alexa Querala - wykorzystującego książki telefoniczne do tworzenia obrazów

Fragment pracy Alexa Querala – wykorzystującego książki telefoniczne do tworzenia obrazów

Poznaj mój profil zawodowy: PILOT WYCIECZEK PIOTR KRUCZEK

Wiele razy przychodziło mi w rozmowach z innymi pilotami wycieczek delikatnie wyprowadzać z błędu rozmówcę, że autor słynnego podręcznika, z którego niejedno pokolenie pilotów przygotowywało się do egzaminu, to Zygmunt Kruczek a nie… Piotr.

Szczególnie, że zbieżność w tym przypadku leży nie tylko w nazwisku, lecz także w zainteresowaniach zawodowych (choć w przypadku Pana dr Zygmunta Kruczka mowa też bardziej o zainteresowaniach naukowych). I najlepsze, że jest to zbieżność zupełnie przypadkowa.

Wiele razy przychodziło mi też tłumaczyć, że nie jestem kuzynem ani bratem – wtedy skoczka, dzisiaj trenera – Łukasza Kruczka. I nawet kiedy jeszcze Polska nie była w Unii, a ja wtedy jeździłem do Planicy jako pilot i na powrotach skojarzenia u polskich strażników granicznych były natychmiastowe, to przy oglądaniu mojego paszportu zawsze grzecznie zaprzeczałem.

Biblioteka, szkoła, narzeczona i w końcu Premier… To wszystko to dopiero początek moich „kruczkowych” perypetii!

Najpierw jeszcze za bajtla (na Ślunsku tak sie godoło:  We ciaplycie my sie za bajtla mazali) w mojej bibliotece zaczęto mnie dopytywać czy piszę się jako Piotr czy Piotrek bo… jest na tej samej ulicy zapisanych dwóch Piotrów Kruczków. To samo w przychodni – autentyk! Potem, gdy na jakiś czas (pewnie długi) przestałem używać swojego adresu e-mail z imieniem i nazwiskiem na Onecie (a w tamtym czasie e-maile wysyłało się jeszcze nie tak często), nagle moja mama – idąca z duchem czasu – zaczęła się skarżyć, że jej maile na pewno do mnie dochodzą, a ja nie odpisuję. Szybko zorientowałem się, że po prostu już inny Piotr Kruczek zaczął używać mojego starego adresu, gdy na chwilę w międzyczasie ten stał się bezpański. Teraz portale chyba tak szybko nie oddają już nieużywanych skrzynek.

Żeby tego wszystkiego było nie dość, to na swoją szkołę średnią wybrałem… noooo cooo? A jakże by inaczej, jak nie właśnie: „kruczka”! Akurat pisanego z małej litery, bo rzeczywistym patronem mojego liceum jest do tej pory Leon Kruczkowski. Natomiast prawdę mówiąc, nie za często słyszałem by ktoś naszą szkołę nazwał tak jak należy np. ‚liceum Kruczkowskiego’ (może tylko na tzw. akademiach) czy choćby ‚Kruczkowskim’. Wszyscy, chyba włącznie z nauczycielami i miejskimi urzędnikami (wśród których nota bene większość kadry jest też absolwentami zasłużonego „kruczka”) mówią, że chodzą albo chodzili do „kruczka”.

To nie koniec. Dalej była moja pierwsza dziewczyna… No pewnie! Też i w tym przypadku coś musiało się z kruczkami przytrafić! Takie już kręte te kruczkowe ścieżki: choć akurat moja miłość nie nazywała się przed ślubem Kruczek (po ślubie zresztą też, bo nie za mnie wychodziła), za to kiedy nasza miłość się skończyła to następnym chłopakiem mojej ex był tym razem nie Piotr lecz Artur Kruczek (o ile mnie pamięć nie myli co do imienia; dzisiaj jest aktorem, więc gdzieś tam po afiszach oko przyciągnęło znajome nazwisko).

Na koniec nie zapomnę, jak już na studiach – się pochwalę przy okazji, że i studiowałem, i że za coś mnie nagradzali –  odbierając z rąk ówcześnie urzędującego premiera Leszka Millera nagrodę za zrealizowany projekt proeuropejski (trzy piękne encyklopedie, dumnie stojące do dzisiaj u mnie na półce… tak tak, encyklopedie bywają papierowe!) pan Premier przystanął… Popatrzył. Pomyślał. I wypalił: dobre nazwisko* (sic!)

*w głębokiej komunie szefem związków zawodowych (a te były wtedy jedne i jeszcze ważniejsze niż dzisiaj) był niejaki pan Kruczek, podobno bardzo szanowany. To miłe.

Pozdrawiam więc serdecznie Pana Zygmunta Kruczka, którego miałem już przyjemność poznać; i wszystkich Piotrów i nie tylko, noszących godnie tak sympatyczne nazwisko jak: Kruczek 🙂

Reklamy