Z przygód pilota wycieczek (1) : ZEA i Oman – nikt nie mówił, że będzie łatwo

image

Zobacz też: 
Z przygód pilota wycieczek (2): angielska policja

Dubaj w lutym ma klimat niemalże idealny! Można się nacieszyć widokami rosnącego jak na drożdżach arabskiego ‚City’ oblanego słońcem, popływać w morzu, poopalać i nacieszyć się atmosferą pustyni w temperaturze nie wyższej niż 25 stopni Celsjusza.

Wszystko pięknie gdyby nie pewne grupowe „atrakcje”. Z enklawy Omanu otoczonej przez Zjednoczone Emiraty Arabskie można wybrać się w kilkugodzinny rejs po Zatoce Omańskiej w okolicy Cieśniny Ormuz. Rejs połączony z atrakcjami wodnymi (no takimi zwykłymi jak pływanie, nurkowanie, banan) i z łowieniem nawet metrowych rybek na żyłkę (choć bez konsumpcji). A na stateczku do tego: obiad… – a czemu by nie!

I tu się zaczyna tortura kolejnej nocy i dnia

W takich przypadkach lepiej by pilot miał „końskie zdrowie”: kiepsko bowiem tłumaczyć dolegliwości i objawy pozostałych członków grupy, leżąc razem z nimi na szpitalnych łóżkach w  osłabieniu, dreszczach i walcząc z  intensywnym odwodnieniem. Bo ukryty wróg zaatakował. Nic dziwnego w krajach arabskich – ktoś może podsumować. Na takie okoliczności oczywiście lepiej mieć przetestowane domowe i bardziej medyczne sposoby na różne dodatkowe reakcje na „wszystkie kuchnie świata”. Potencjalne skutki uboczne korzystania z dostatku świeżych owoców i warzyw w egzotycznych krajach, dla nieprzygotowanych i pechowców mogą być dość niebezpieczne.

Jeśli szczęśliwie wszystkie te bolesne dla dotkniętych nimi turystów efekty, pilot wycieczki ma okazję „testować” na innych, a nie na sobie, to tak czy inaczej czeka go wyzwanie. Tu przy okazji wyjaśnienie: tekst ten był pisany na żywo, w trakcie wielogodzinnego szpitalnego maratonu przygód dodatkowych, nieprzewidzianych w cenie rejsu. Przygód, które jednak nie powinny być wielkim zaskoczeniem po równie egzotycznej jak Oman i ZEA kuchni pokładowej. Dla pilota oznacza to w konsekwencji przeprawy przez gabinety, tłumaczenia i procedury wymagające – na przykładzie omawianego tu przypadku – ostatecznie ponad 17 godzin spędzonych między chorymi i lekarzami, z urozmaiceniem w formie jazdy karetką i w międzyczasie z trzema godzinami snu w szpitalnej poczekalni oraz dla chwilowego oderwania się od kitli i kroplówek: z poranną odprawą zdrowej części grupy na kolejną wycieczkę.

Nikt nie mówił, że praca pilota będzie łatwa…

Że jest łatwa zdarza się powiedzieć czasem jakiemuś pracownikowi biura podróży czy niezorientowanemu albo kreującemu nie zawsze prawdziwy obraz swoich obowiązków pilotowi, albo też i na przykład złośliwemu kierowcy próbującemu tak podsumować obowiązki tych z pierwszego rzędu za nim.

I niepokornemu czy niedoświadczonemu pilotowi też może się wydawać, że wycieczki po całym świecie z grupami to wspaniała sprawa. Oczywiście fajnie jeżeli będzie tak twierdził po nieprzespanych nocach spędzonych między gabinetami lekarskimi, w ramach nieformalnego hobby porównując zorganizowanie, wyposażenie i obsługę szpitali w różnych zakątkach globu. Jeśli po takich wielogodzinnych szpitalnych obowiązkach pilot cały czas będzie swoją pracę cenił, to pewnie można powiedzieć o nim: nadaje się! Wysłać go do Dubaju i na rejs do Omanu!
image

Piotr Kruczek - zobacz o czym więcej piszę: BLOG
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+

One response to “Z przygód pilota wycieczek (1) : ZEA i Oman – nikt nie mówił, że będzie łatwo

  1. Pingback: Z przygód pilota wycieczek (2): jak działa angielska policja gdy zagubi się turysta | PilociWycieczek.pl·

Możliwość komentowania jest wyłączona.