BLOG REDAKCYJNY: praca pilota – kłamstwo zawodowe / „Z notatnika pilota” – Rzeczpospolita

Z notatnika pilota - Rzeczpospolita / Monika Witkowska / PilociWycieczek.pl
O pilockie gafy w naszym zawodzie bardzo łatwo. Dzisiaj coś o smacznych kawałkach z naszego podwórka, które biorą na widelec dziennikarze. W Rzeczpospolitej znalazłem właśnie w zapiskach „Z notatnika pilota” Moniki Witkowskiej – dziennikarki i pilotki, opis takiej jednej sytuacji. Chciałoby się powiedzieć klasycznej, w gruncie rzeczy potencjalnie podstawowej, ale i modelowo dwuznacznej…

Kilka dni temu spotkałam się na kawie z kolegą pilotem. W pewnym momencie nasza rozmowa zeszła na kwestie zawodowego kłamstwa. Kolega przyznał, że najbardziej skłamał ratując swoją reputację. Był z grupą w Padwie, pierwszy raz w życiu. Miał zaprowadzić turystów do bazyliki św. Antoniego. Stanęli przed ogromnym kościołem, a pilot zdążył już opowiedzieć historię bazyliki, do czego się przygotował. Kiedy jednak zaczął objaśniać „co widać”, coś zaczęło mu się nie zgadzać. Nawet szybko się zorientował, że pomylił kościoły, ale program był napięty i nie było już czasu szukać tego właściwego, tak więc brnął w opowieść, dopasowując ją do sytuacji. Grupa była pod wrażeniem wiedzy pilota. Najbardziej kłopotliwe pytanie jakie wówczas padło, brzmiało: dlaczego w tym słynnym kościele jest tak mało pielgrzymów?

Co Ty na to?

Niech pierwszą częścią komentarza będzie więc pytanie skierowane do Ciebie: co na miejscu kolegi pilota w powyższej sytuacji zrobiłabyś/zrobiłbyś Ty, stojąc przed grupą, pod presją małej ilości czasu na realizację pozostałego programu i przy zagrożeniu utraty autorytetu „kompetentnego przewodnika”.

Od kilkunastu lat jeżdżąc co roku w nowe miejsca i przygotowując się przed wyjazdem doskonale wiem, że podstawą jest wiedza gdzie i do czego mam zaprowadzić grupę. Dzisiaj, choćby przy google street i masie zdjęć dostępnych przy mapach i na internetowych stronach, to naprawdę jest proste. Oczywiście mam w zanadrzu uniki zasłaniające jakąś moją niewiedzę (trudno być wszędzie przysłowiową alfą i omegą) czy – brak rozeznania w terenie. Jednak posługiwanie się zawodowym kłamstwem? Jakoś niekoniecznie wydaje mi się ani wzorem, ani najlepszym wyborem wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji. Jest nie tylko nieetyczne, ale i jak każdy kij, ma dwa końce. Po pierwsze trzeba liczyć, że nikt ze słuchaczy nie wie o czym mówię. Po drugie, warto mieć świadomość, że prędzej czy później ktoś zauważy, że wprowadziłem go w błąd i w rzeczywistości nie pokazałem mu tego po co przyjechał. A to może mieć poważne konsekwencje. Nawet finansowe, których tzw. ubezpieczenie od OC w życiu zawodowym może nie pokryć.

Pułapki

Przedstawiona przez Monikę sytuacja pokazuje jakie elementarne pułapki czekają na nieobytego w nowym miejscu pilota. A turysta ma prawo od niego oczekiwać pełnego przygotowania, wiedzy, znajomości terenu i kompetencji. Tuszowanie niekompetencji pewnością siebie? Udawaniem nieświadomości przy wprowadzaniu innych w błąd…? Powiedziałbym raczej: nie tędy droga.

Czy sam przyznałbym się do pomyłki:  myślę, że tak – mówiąc prawdę, że pracuję w tym mieście pierwszy raz i po prostu się pomyliłem bo podobnych kościołów jest tu kilka, a przecież nie jestem lokalnym przewodnikiem, choć starałem się przygotować od strony teoretycznej. Przyznałbym się do błędu, co nieraz zdarzało mi się, bo nikt nie jest nieomylny. I starałbym się mimo braku czasu trafić do właściwego miejsca, nadrabiając kompetencją w dalszej części zwiedzania.

Jak to wygląda z drugiej strony

Artykuł Moniki wolę traktować w kategorii piętnowania złych praktyk. Takich, które dają później tylko pożywkę „smacznym” i niezbyt chlubnym opisom technik pracy turystycznych specjalistów,  jak np. poświęcony pilotom wycieczek odcinek programu o „Zawody”;  i tych, co dają pretekst takim „chwytliwym” tytułom innych artykułów, jak: „Oszustwa pilotów wycieczek”   Bo potem, po obejrzeniu przywołanej produkcji i poznaniu niechlubnych (bez znaczenia czy rzeczywistych, częstych czy rzadkich) pilocko-przewodnickich krętactw, aż człowieka skręca na myśl, co inny pilot lub przewodnik potencjalnie stojący przede mną jako – w odwrotnym przypadku – turystą,  może wymyślić, by samemu się wykpić, a mnie naciągnąć albo nie spełnić tego, czego oczekuję korzystając z usługi przewodnicko-pilockiej.

A na teraz przede mną kolejny pracowity dzień uczciwej harówy parę tysięcy kilometrów od domu…

Piotr Kruczek
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+
Reklamy

11 responses to “BLOG REDAKCYJNY: praca pilota – kłamstwo zawodowe / „Z notatnika pilota” – Rzeczpospolita

  1. Wpadki zdarzają się każdemu, jednak przedstawiona sytuacja na pewno nie jest do pochwalenia… niestety zdarza się początkującym Pilotom, i to wcale nie rzadko… nie z powodu ich nieprzygotowania, ale z powodu, iż żadne kursy dla „przyszłych pilotów wycieczek” nie przygotowują do tego, aby wytłumaczyć, przygotować, jak z takiej sytuacji wybrnąć… na szczęście doświadczony już PILOT, potrafiłby z takiej sytuacji wybrnąć z honorem, nikogo nie oszukując… (przynajmniej mam taką nadzieję…)

  2. Ale czy opowiadanie i pokazywanie konkretnego zabytku nie jest pracą przewodnika a nie pilota? To przewodnik jest „od sprawy merytorycznej”!

  3. A ja rozumiem tego pilota. On po prostu za daleko zabrnął. O wiele łatwiej jest się przyznać na samiutkim początku, że „Oj drodzy państwo, pomyliłem drogę, to nie ten kościół” niż kiedy historia i architektura omówiona, czas na oglądanie a tu… wtopa! Mi się nasuwa jeszcze jedno spostrzeżenie. Nasi turyści jak słyszą, że pilot jest w danym miejscu pierwszy raz to zwykle dostają nerwicy. Ja moim to zwykle mówię, ale znam pilotów, którzy nawet na torturach nie przyznaliby się turystom, że są gdzieś pierwszy raz i czegoś nie znają. Bo zawsze znajdzie się turysta, który zacznie się z tego powodu awanturować. Zdarzył mi się nawet telefon zdenerwowanej uczestniczki do biura w trakcie wycieczki, że pilot i kierowcy nie znają drogi i nie wiedzą dokąd jadą. I było to zgodne z prawdą, bo tej informacji udzieliłam turystce… o 12 w nocy, na kompletnie nieoznacznym objeździe zamkniętej autostardy, z zagubionym GPS i mapą na której tej cholernej drogi nie było. A ona koniecznie chciała wiedzieć (chyba po raz piaty) gdzie jesteśmy i kiedy dojedziemy! I co? Przyznawać się do niewiedzy, czy nie? To już chyba kwestia naszego sumienia i odwagi cywilnej.

  4. Mnie na kursie wręcz „uczono”, by w razie niewiedzy – ściemniać, wymyślać na poczekaniu, nigdy nie okazywać niewiedzy. Tego samego często oczekują biura zatrudniające pilotów.
    Myślę, że problem tkwi w dużej mierze w tym, że przeciętny turysta nie odróżnia funkcji pilota od przewodnika, a z drugiej strony biuro podróży, które zatrudnia pilota, często oczekuje od niego funkcji przewodnika właśnie, nie wysilając, by choćby przeszkolić niedoświadczonego w terenie.

  5. Myślę, że tu może się sprawdzić rada, którą stosuję wyjeżdżając z młodzieżą i którą polecają dobry piloci z dobrych biur – przewiduj, co może się stać, żeby nie mieć zbyt wielu tak zwanych sytuacji trudnych…tę dało się przewidzieć, zaplanować…oszustwo w dobie wikiautorytetu ma krótkie nogi…ja dopiero egzamin zdałam, lecz dzięki pracy z młodzieżą i wyjazdom różnorakim z nią właśnie wiem, co to znaczy być w kropce…jeżeli urwie się szlak, bo wycieli drzewa…albo co zrobić, gdy tir zerwie sieć trakcyjną a od Rawicza do Dusznik droga daleka i 2 przesiadki pkp…przewiduj, nie zostawiaj na ostatnią minutę, obejrzyj zdjęcia…i nie jedź w miejsce którego kompletnie nie znasz…pewnych rzeczy na kursach uczą( przynajmniej mnie uczono praktyki itp), nie jest znowu tak źle…o ile szanuje się drugiego człowieka…myśleć, planować, nie ufać swoim zdolnościom…Mam nadzieję, że po odbyciu kilku wyjazdów stażowych i jako drugi pilot nauczę się wielu rzeczy…pozdrawiam 🙂

  6. Państwo niezłe dyrdymały tu wypisujecie. Od kiedy to pilot jest od oprowadzania po miastach i zabytkach? Od tego ustawowo jest przewodnik. Pilot ma co najwyżej sprawdzać listę, parzyć kawę i opowiadać dowcipy. Wszystkich tu się wypowiadających zgłaszam odpowiednim organom z wnioskiem o mandat za nielegalne oprowadzanie.

    • Niezła schizofrenia Panie Macieju 🙂 Chyba, że to przewrotna forma ironii. Ale ani tak, ani tak sensu nie ma, to co Pan pisze, bo pilot ma OBOWIĄZEK udzielania informacji krajoznawczej tam, gdzie nie jest wymagany przewodnik… Ale już wszyscy zdążyli się pewnie przyzwyczaić do Pana rewelacji 🙂

      • No proszę, ktoś tu na tym forum potrafi rozszyfrować ironię, jestem pod wrażeniem.
        A stawiając sprawę jasno i na poważnie, to:
        1. Jakiekolwiek ustawowe definiowanie sztywnych granic między „przewodnikiem” a „pilotem” jest bez sensu.
        2. Lokalny przewodnik ma uzasadnienie tam, gdzie organizator widzi potrzebę i sens jego wynajęcia.

  7. Kłamstwa i oszustwa absolutnie nie popieram, ale nie zazdroszczę takiej sytuacji. Pilot podczas wycieczki jest na świeczniku i oczekuje się od niego 100% wiedzy o wszystkim. Najgorsze jest to, że cała wycieczka może pójść znakomicie, a turystom w pamięci zostanie jedna drobna wpadka i to ona będzie prawdopodobnie główną wykładnią oceny pilota.

  8. Ja miałam trochę podobną sytuację. Zaczęłam opowiadać o kościele, który według mapy miał się w tym miejscu znajdować i rzeczywiście był tam okazały i zabytkowy budynek, ale jak podeszliśmy bliżej, to coś nie grało (np nie było krzyża). Okazało się, że to była poczta. Do błędu od razu się przyznałam, na szczęście trafiło na wyrozumiałych turystów i małą kameralną grupę, z którą miałam bardzo dobry kontakt, więc trochę się pośmialiśmy;)

  9. Maciej a ty żartujesz, czy to zbieżność nazwisk i trzeba cię potraktować serio?

Możliwość komentowania jest wyłączona.