Turystyczne badziewie – czyli piloci wycieczek o niektórych programach zwiedzania

pospiech

Pilot wycieczek jako przedstawiciel biura często ponosi odpowiedzialność nie tylko za własne błędy (jeśli je popełnia) ale i za… popełnione programy, które czasem chcąc-nie-chcąc przyjmuje do obsługi poszukując pracy.

Oto jeden z  przykładów z pilockich dyskusji:

Pilotka:

Wróciłam z wycieczki na której w ciągu 4 dni przejechaliśmy autokarem około 2200 km –  w tym: w pierwszym dniu 1050 km + planowane 2 godziny zwiedzania. Drugi dzień był nieco spokojniejszy, za to trzeciego dnia był wyjazd do Lwowa, dwukrotne przekraczanie granicy (tam i z powrotem) oraz około 400 km jazdy. No i powrót – około 750 km ze zwiedzaniem po drodze.

Ja mogę jechać, jestem odporna na długą jazdę, z kierowcami współpracowało mi się świetnie. Ale uczestnicy narzekali, że jest mało czasu do własnej dyspozycji, że ich poganiam na stacjach benzynowych, kiedy stawaliśmy na siku (faktycznie tak było, bo były sytuacje, kiedy wszyscy byli już w autokarze, a czekaliśmy na jedną panią).

Pierwszego dnia wyjechaliśmy o 5 rano, na zwiedzanie spóźnili 1 godz. (cud że tylko tyle), znacznie skrócili program zwiedzania i ludzie nie mieli czasu wolnego, a na noclegu byli o godz. 24. Tak się zastanawiam – kto układa te plany. Oczywiście niezadowolenie ludzi skupiło się na mnie. Zła jestem na siebie, że wzięłam do prowadzenia tą wycieczkę (wiedząc jaki jest program), ale wcześniej nie doszła do skutku inna wycieczka i zostałam na lodzie.

Rafał  – pilot:

Pytanie „kto układa”, to złe pytanie. Gdyby ten sam program rozłożyć nie na 4, ale na 5 lub (lepiej) 6 dni – wycieczka musiałaby kosztować o 150-200-300 zł więcej, a klient poszedłby do innego BP, który to samo zaoferuje w 4 dni i za w/w kwotę mniej.

Problemem nie są biura (poza niektórymi, których IQ sięga poziomu posłów samoobrony), ale klienci, którzy wycieczkę oceniają dzieląc cenę przez liczbę zwiedzanych miejsc. Dopóki Polacy sami nie zechcą zwiedzać normalniej – będzie jak jest.  Sam się temu dziwię, będąc w branży od 10 lat, ale…

Agnieszka – pilotka, przewodniczka:

Kolega już odpowiedział kto układa. Klient sam sobie układa, promując swoim zakupem te biura, które sprzedają nierealne programy, za to za niską cenę. Takie biura to nie profesjonaliści, mimo, ze posiadają potrzebne papierki. To największe szkodniki rynku turystycznego, bo w pogoni za zyskiem, moim zdaniem oszukują tego klienta, któremu nagle się wydaje, że niemożliwe jest możliwe, skoro widzi to na papierze. Z drugiej strony ten cwany klient ochrzani pilota, ze jest bardzo źle, ale następnym razem kupi takie samo badziewie w takim samym pseudo- biurze. Bo tanio…

Turystyka na przestrzeni lat – patrząc na czas od otwarcia granic w latach 90-tych – w naturalny sposób i tak po trochu ‚normalnieje’. Głód poznawania świata już częściowo został zaspokojony, a jego niecywilizowana wersja powoli odchodzi do lamusa: bez noclegów, w pośpiechu, bez czasu na zjedzenie obiadu, bez lokalnych przewodników (oczywiście czasem pilot jest świetnym przewodnikiem z dużą wiedzą, a budżet i czas nie pozwalają na korzystanie z miejscowych usług przewodnickich). I zdają sobie z tego sprawę i organizatorzy i turyści.

Nie wszyscy i nie zawsze

Tak jak jednak Rafał wspomniał ciągle znajdą się tacy organizatorzy, którzy znajdą nieświadomego klienta poszukującego za niską cenę (kosztem np. zwiedzania ‚po łebkach’ w zmęczeniu, pośpiechu) maksymalnej dawki atrakcji. I wszystko dobrze gdy mowa tylko o cenie.

 

Gorzej gdy klient płaci pełną wartość dobrej imprezy, wierzy w profesjonalizm organizatora, a otrzymuje „turystyczne badziewie” nie wiedząc jakie są warunki wyjazdu, jak długie przejazdy i jak krótki czas zwiedzania, że ciągle będzie w pośpiechu nie mając żadnej wolnej chwili. Dodatkowo czasem program jest pisany z ‚przewodnika’ bez uwzględnienia realiów lokalnych, rzeczywistych uwarunkowań i czasów przejazdów czy przejść z miejsca do miejsca.

Rola pilota

Wszystko dobrze jest, gdy biuro konsultuje program przed jego sprzedażą z fachowcami znającymi opisywane w nim miejsca, a pilot obsługuje taką imprezę nie pierwszy czy drugi raz i doskonale zna trasę, jej realia, zagrożenia (korki, możliwe opóźnienia).

Poza tym to właśnie już w momencie wyjazdu to pilot musi dobrze od początku przygotować swoich turystów do realizacji programu… choć nieraz pozostaje mu także dyplomatycznie dać do zrozumienia, że impreza odbędzie się w pośpiechu, kosztem możliwego zdenerwowania (że np. nie ma wolnego czasu) i z wymaganiem pełnej organizacji (10 minut to 10 minut, maksymalna punktualność). Dyplomacja i wyczucie w momencie ‚wyciągnięcia kota z worka’ wobec często nieświadomych turystów to i tak dopiero podstawy kunsztu, dzięki któremu wszyscy i tak mają wrócić zadowoleni.

3 strony procesu i trzy niezbędne elementy

W takich sytuacjach turyści zwykle jeżeli mogą mieć pretensje to powinni mieć na koniec je do siebie, bo wybrali taki a nie inny wyjazd; ewentualnie do organizatora: bo mógł coś zaplanować lepiej, racjonalniej, inaczej (można było nie dodawać do programu jakiegoś punktu).

Pilot oczywiście ciągle pozostaje bardzo ważny: nawet z najgorszego programu ludzie mogą i powinni wrócić usatysfakcjonowani. Każda strona tego procesu powinna jednak wnieść swój wkład: dobry opis trasy i programu ze strony organizatora, np. z godzinami przejazdów i czasem zwiedzania; przygotowanie turystów przez pilota do realiów programu i jego maksymalnie sprawna realizacja; wreszcie cierpliwość i wyrozumiałość turystów – bo pilot czasu nie rozciągnie, a w końcu sami nie kupowali ‚kota w worku’. Dobre nastawienie pilota i turystów też jest ważne. Bo takowe ze strony organizatora trzeba przyjąć w założeniu… skoro to wszystko zaproponował i sprzedał.

 

7 responses to “Turystyczne badziewie – czyli piloci wycieczek o niektórych programach zwiedzania

  1. ten program wycieczki wgląda mi na biuro ze Szczecina. Jeśli się to potwierdza to miałem niestety okazję współpracować, unikają podpisywania umów, wydzwaniają do uczestników i pytają o pracę pilota, po czym oddzwaniają i trują (inaczej tego nie da się nazwać) by pilot robił za kelnera, barmana i pospieszał kierowców. Mam to szczęście że już nie współpracuję z tym biurem. Właścicielka jest kompletnie szalona!!! Nie będę wspominał = o tym że hotel nie był czasami rezerwowany do czasu 3 godzin przed przyjazdem do celu i przewoźnicy byli odwoływani kilka godzin przed wyruszeniem wycieczki!

  2. Nie traktujmy turystów jak debili. Jeśli kupujemy np. usługę wymiany okien to sprawdzamy co mamy w cenie, ile będziemy czekali na okna, ile będzie trwała wymina i konfrontujemy to zwykle z inną ofertą na rynku. To dlaczego turystę zwalniamy z obowiązku sprawdzenia co kupuje? Tak jak sprawdzamy opinie o produkcie przed zakupem, tak samo turysta powinien sprawdzić ile jest km do Lwowa i Paryża, w którym miejscu jest hotel i czy dany program zwiedzania odpowiada jego zainteresowaniom, czy możliowściom fizycznym.
    Skoro zakupili taki produkt to mogą mieć pretensje tylko do siebie, a nie pilota, czy biura. Szczytem w moim przypadku była awanturująca się pani o dwuosobowy pokój z łazienką. Pytam się tej kobiety, co miała napisane w umowie: czy dopłata za pokój dwuosobowy, czy dwójkę z łazienką. A ona mi na to, że nie wie za co płaciła, ale myślała, że płaci za dwójkę z łazienką. Na mój chłopski rozum to nie myślała, bo hotel w ogóle nie miał pokoi z łazienkami:)
    Rozumiem, że ciężko się realizuje takie programy, ale to nie jest niczyja ani wina ani zasługa. Skoro jest popyt to musi być i podaż. Mam taką fajną grupę, która z racji wykonywanego zawodu może wyjeżdżać tylko w weekendy. Czy z tego powodu mają przestać zwiedzać? Nie. Oni zaciskają zęby, spędzają 2 noce w autokarze i mają mnóstwo przyjemności ze zwiedzania razem miast europejskich w 1 dzień.

  3. Nie zgadzam się z tym, że całkowicie winę za wycieczki, których programy są czasem wręcz niemożliwe do kompletnego zrealizowania ponosi klient takowa imprezę kupujący. Są ludzie, którzy nie maja pojęcia o odległościach, kolejkach do odstania (szczególnie, gdy biuro nie zapewnia rezerwacji a klient jest przekonany, że taka rezerwacja została poczyniona), że już nie wspomnę, że o czasie pracy kierowców zazwyczaj przeciętny uczestnik nie ma pojęcia, Biuro w ofercie przekazanej klientowi wykazuje często jedynie miejsca zwiedzania a ty pilocie martw się jak to zrobić by turysta nie robił awantury. nagminnie już zdarzało mi się, szczególnie jeżeli były to wycieczki z młodzieżą, że czas wolny ograniczał się do 20 minut w ciągu dnia. Niestety, biura starają się wabić na wszelkie możliwe sposoby a potem… no cóż jak taki klient zrezygnuje w przyszłości z usług organizatora to jest jeszcze cała masa innych klientów, których przyciągnie niska cena i obszerny program zwiedzania.

  4. Cytuję: Rafał – pilot: Pytanie “kto układa”, to złe pytanie. Gdyby ten sam program rozłożyć nie na 4, ale na 5 lub (lepiej) 6 dni – wycieczka musiałaby kosztować o 150-200-300 zł więcej, a klient poszedłby do innego BP, który to samo zaoferuje w 4 dni i za w/w kwotę mniej.
    Problemem nie są biura (poza niektórymi, których IQ sięga poziomu posłów samoobrony), ale klienci, którzy wycieczkę oceniają dzieląc cenę przez liczbę zwiedzanych miejsc. Dopóki Polacy sami nie zechcą zwiedzać normalniej – będzie jak jest. Sam się temu dziwię, będąc w branży od 10 lat, ale…
    \

    Zgadzam się w 100%. Pseudo birua nieśpią. Przykłady słabych biur – grupon czy gruper. Pełno ofert.
    Śląski Touroperator.
    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.