„Poddaję się” – młoda pilotka o ‚nadprodukcji pilotów’ i o trudności zdobycia pracy

Poddaję się

W 2001 roku pomyślnie zdałam egzamin i zostałam pilotem wycieczek. Po kilku latach prób wyjechania na wycieczkę stwierdziłam, że dalsze dobijanie się (czytaj: żebranie) o pracę mija się z celem. Mieszkam w małym mieście gdzie głównie są agenci a touroperatorów brak. Na ciągłe wyjazdy do dużych miast nie mogę sobie pozwolić aby składać CV i dopytywać (do Krakowa mam 210 km, do Lublina ponad 120).

Wciąż słyszałam że brak mi doświadczenia i żebym się zgłosiła jak go nabędę. Nie mogę pilotować bo brak doświadczenia, a tegoż doświadczenia zdobyć nie mogę. Mimo sporej wiedzy (skończyłam geografię, jak i historię na uniwerku) nie dostałam szansy nawet na wahadło. Próbowałam na „zielone i białe szkoły” i też nic. Władam biegle 3 językami i czasem moja wiedza była dwukrotnie większa niż właścicieli biur podroży. Ale cóż… Trudno się mówi.

Szkoda, że biura turystyczne zamiast patrzeć perspektywicznie i umożliwić wyjazdy jako drugi pilot nie korzystają z tej możliwości. Kiedyś ci starzy wyjadacze też odejdą na emeryturę lub przestaną jeździć z różnych powodów. A wtedy biura chcąc nie chcąc zatrudnią żółtodziobów co odbije się na jakości. Myślę ze takich jak ja jest większość szkoda tylko ze na starcie podczas zdobywania uprawnień nie mówi się im wprost ze jest nadprodukcja pilotów wycieczek i o pracy w tym zawodzie nawet nie maja co marzyc bo jakieś 10% tylko będzie miało zajęcie.

Pozdrawiam brać pilocką życząc samych wspaniałych wyjazdów – NORDYNKA

Nadprodukcja pilotów

Wygląda na to, że perspektywa poszukiwania zleceń pilockich z punktu widzenia nawet wykształconej absolwentki, ale jednak z małego miasteczka wygląda kiepsko. Z drugiej strony, aż nieprawdopodobnie! W wypowiedzi pojawia się nie tak rzadkie zdanie o ‚nadprodukcji pilotów’… Faktyczna już  deregulacja zawodu pilota wycieczek ten argument pozbawi teoretycznie bytu. Pilotem będzie mógł zostać każdy, ale i też rozdmuchanych, zbędnych nadziei nie będzie miał ktoś, kto z różnych powodów (odległości, brak siły przebicia, względny brak predyspozycji) – posiadając urzędową licencję, teoretyczne przygotowanie i nawet chęci – tylko wyrazi gotowość pracy jako pilot wycieczek.

Rozdmuchane nadzieje

Spójrzmy jak na trudności opisane przez autorkę cytowanej wyżej wypowiedzi patrzą koleżanki i koledzy z większym doświadczeniem, odpowiadający na jej post (zobacz całą dyskusję) :

SMERV:  Mogę współczuć, bo padłaś ofiarą idiotycznego systemu kształcenia pilotów bez ładu i rozumu, prowadzącego do potwornej nadprodukcji ludzi z papierem. Przy takiej nadpodaży kryteria wyboru oferty zawsze będą mętne, czy to jest zlecenie pilotażu, czy zlecenie na budowę szaletów miejskich w Pipidówie Górnej (nie mam nic przeciwko szaletom, nawet w takiej miejscowości). Więc do zawodu udało się może wkręcić 10% młodych pilotów, z tego ogromna większość tylko okazjonalnie. Ale to nie merytoryczne kryteria o tym zadecydowały.
Pozostaje szukać innego zajęcia, albo samemu założyć agencję i liczyć, że może wpadnie Ci impreza, którą sama obsłużysz. Ale znowu – 1 na 10 agencji przeżywa na rynku, reszta pada. Może uda Ci się podczepić pod dużego operatora, który nie zaliczy spektakularnej rozwałki w najbliższym sezonie. Powodzenia, większość tzw. doświadczonych pilotów ma jeszcze inne zawody.

RAMID: Ja myślę ze agencja byłaby dobrym wyjściem ale w dużym mieście. Jeśli Nordynka mieszka w malej miejscowości lub małym mieście takim ok. 50-60 tys mieszkańców to agencja nie wypali. Niestety jedynie wielkie metropolie generują zyski – smutne to ale prawdziwe. Sam to przerabiałem i tez zrezygnowałem z pilotażu po 4 latach.

Kwestia determinacji i zaparcia

PASIEGA: Nordynka – się poddajesz? Może to zabrzmi okrutnie, ale skoro nie jesteś w stanie wywalczyć sobie zleceń to cóż, być może to nie jest zajęcie dla Ciebie? Nie ma tak dużego znaczenia małe czy duże miasto. Ja mieszkam w mieście większym, ale jeżdżę z biurami oddalonymi o 100-150 km ode mnie. Dopiero niedawno udało mi się dobić do lokalnych biur i pojechać na kilka wycieczek. Sama wiedza, znajomość języków to są tylko dodatkowe atuty. Przede wszystkim pilot musi być odporny i zdeterminowany, w końcu 70% ludzi z uprawnieniami nigdy nie pojechało na żadną wycieczkę (…) więc twój przypadek nie jest odosobniony. Ja wysyłam CV cały czas, osobiście staram się pojawiać w różnych biurach i wierz lub nie, z czasem to przynosi efekty. Więc albo zaciśnij zęby i walcz o swoje, albo trudno, szukaj innego hobby.

BASIA.ZYGMANSKA: Można przecież poznać trasę w dowolnym kraju jadąc tam wcześniej samodzielnie. Tanimi lotami, stopem czy czymkolwiek.  Ja sobie nie wyobrażam pilota, który nie byłby z zamiłowania podróżnikiem i nie lubił poznawania innych krajów dla swojej przyjemności.

DIANA GUIDE Jeżeli uważasz że w tym zawodzie chciałabyś się realizować, to nie rezygnuj. Doświadczenia nigdy nie zdobywa się od razu. I uwierz mi, najwięcej uczymy sie w trudnych sytuacjach, których nikomu się nie życzy. Zainwestuj w siebie, wybierz się do jednej, dwóch stolic europejskich na początek, ustal sobie trase, rób notatki praktyczne, typu gdzie zjeśc, jakie sa ceny, czym podjechać, a potem w biurze nie zaszkodzi trochę tupetu i pewności siebie. Ważne jest by umieć czytać mapę, dobra współpraca z kierowcami. Teraz za granicą biura wynajmują przewodników, pilotom nie wolno oprowadzać, zbyt słono to kosztuje. Ale znajomość miasta jest bardzo przydatna, wręcz konieczna. Pracuje w tym zawodzie prawie 20 lat i bywa rożnie. Rozumiem dobrze ciebie i gdy dostaniesz jakiś wyjazd, chętnie ci pomogę merytorycznie. Znajdziesz mój email na facebooku. Na razie życzę „złapania” wyjazdu.

Bardzo chcieć

DIABELSKI TUZIN: Mieszkam chyba w jeszcze mniejszej, powiatowej dziurze (25 tys. mieszkańców), w której nie ma ani jednego touroperatora. Do najbliższego stutysięcznika 130 km (a do wojewódzkiego 145 km), znam jeden język mniej (zaledwie dwa wpisane), historykiem jestem jedynie z zamiłowania, nie kończyłem też przydatnej w tym fachu geografii, a jedynie ekonomię. Można więc powiedzieć, że moje kwalifikacje nie umywają się do Twoich. A jednak od ok. 10 lat utrzymuję się z pilotowania wycieczek i przewodnictwa (tak, formalnie jestem przewodnikiem w tym odległym, wojewódzki mieście, w którym nigdy nie mieszkałem – kiedyś „po drodze” zrobiłem te uprawnienia), łącząc z powodzeniem te dwie funkcje w trakcie wyjazdówek, a więc nie w tym mieście, na które opiewają moje polskie „papiery”. Do niego tylko czasem, jak parę dni temu, podskoczę obsłużyć jakąś przyjazdówkę, ale nie za często – 3-4 razy w roku, to margines mej działalności. Skąd dostaję zlecenia? Z odległych miast – 200, 300, 400 kilometrów ode mnie. Wczoraj powróciłem z wycieczki startującej z Krakowa(ponad 500 km) – „zagłębia pilockiego”. A zdarzały się i zlecenia z Rzeszowa – prawie 700 km. Przed nami weekend majowy – jedzie każdy, kto nie jest głuchy, ślepy i kulawy. A nawet i ślepy – pod warunkiem tylko, że na jedno oko.
A co do odsetka absolwentów kursów, to wydaje mi się, że wskaźnik 10 % znajdujących zatrudnienie w fachu tchnie nadmiernym optymizmem. Każdy jednak ma prawo uczynić ze swymi pieniędzmi to, co zechce. Nawet wydać je na zbędny kurs, kierując się jego chwytliwą nazwą czy sloganem, np. „Poznasz egzotyczne kraje i jeszcze na tym zarobisz”.
Morał z tej przydługiej powiastki? Po pierwsze: bardzo chcieć…

Szczerze? Moje 90% imprez to wyjazdy z Warszawy do której mam 330 km. Z mojego miasta? Tak współpracowałem z kilkoma agencjami. Z pobliskiego – owszem jest i kilka, dla których kilka imprez w roku obsłużę. Odległość i położenie często więc aż takiego znaczenia nie ma jeśli się staramy o pracę w turystyce – owszem, trzeba czasem na początku być na rozmowie kwalifikacyjnej, trzeba często przyjechać na odprawę, ale to wszystko można traktować jako inwestycję czy też część kosztów stałych.

Dla młodych pilotów

Realizując projekt serwisu PilociWycieczek.pl i wszystkich działań około-społecznościowych zamierzamy niebawem zaproponować grupę wsparcia dla młodych stażem pilotów. Zresztą forum, z którego powyższe fragmenty czytacie jest też taką spontaniczną, społecznościową grupą dyskusyjną i zarazem kopalnią wiedzy i informacji.

To nie wszystko. Kilka planów: współpraca z ośrodkami szkoleniowymi – one po tzw. deregulacji też mogą być bardziej otwarte na współpracę, dzięki której ich absolwenci po skończeniu nie zostaną z papierkiem i… hulaj dusza. Szkolenia już praktyczne, w najważniejszych destynacjach. Może jakieś współdziałanie z zainteresowanymi biurami podróży. Może i spotkania zawodowe przy różnych okazjach. I pewnie jeszcze parę innych aktywności.

I dla wszystkich wahających się: nie rezygnujcie, nie traktujcie pilotażu jako swojego zawodu czy podstawowej pracy, a raczej jako okazję do poznania zawodowej turystyki – na wszystko przyjdzie czas. Nie liczcie, na wysokie zarobki czy wiele wyjazdów, a nastawcie się raczej na trudną drogę w pozyskaniu pierwszych zleceń, doświadczeń we współpracy z biurami podróży czy też organizowanymi przez siebie pierwszymi grupami.

I na pocieszenie: najtrudniej jest na początku. Jeśli przetrzecie szlak i będziecie od początku tak profesjonalni jak tylko potraficie – to dalej pójdzie już tylko łatwiej! Każdy z nas, dzisiaj pilotów rozjeżdżonych po świecie i cieszących się swoją pracę (i również na bieżąco nieraz walczących o nowe zlecenia i nowych partnerów do współpracy) kiedyś zaczynał (ja sam po pierwszym wyjeździe miałem dwa tygodnie nocnych koszmarów i zdecydowanie negatywne nastawienie do tej pracy) po jednym wyjeździe na rok i niekoniecznie był z tego tak zadowolony jakby chciał. Także wielu doświadczonym pilotom wcale nie jest łatwo na rynku, a praca ta niekoniecznie pozwala na utrzymywanie rodziny i pokrywanie wszystkich wydatków.

Ciągle jednak – jeśli tylko się kocha to całe zawodowe podróżowanie z turystami – może być to najlepsza praca na świecie!

Piotr Kruczek - zobacz kategorię: BLOG
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+
Advertisements

5 responses to “„Poddaję się” – młoda pilotka o ‚nadprodukcji pilotów’ i o trudności zdobycia pracy

  1. Jestem pilotem od 2006 roku i mieszkam w Warszawie… Przysięgam w ciągu całej swojej kariery obsługiwałem zaledwie 2 biura z mojego miasta. Zleceń mam mnóstwo – ponieważ nie ograniczam się do mojego województwa. Wyjeżdżam z biurami z całej Polski. Współpracuję z biurami z naprawde odległych od siebie miejsc… Nie moge wręcz uwierzyć, że ktoś ma licencję od 2001 roku i nie dostał ani jednego zlecenia… To wręcz niewiarygodne. Kurcze może problem nie leży w „nadprodukcji pilotów” – może masz źle skonstruowane CV? Ja na samym początku sam rozsyłałem swoje CV po rozmaitych biurach podróży – nie liczyłem na ogłoszenia. I wiele z moich pierwszych zleceń otrzymałem właśnie w ten sposób. Co więcej… Piszesz, że nie masz doświadczenia. Czy oznacza to również, że sama nigdzie i nigdy nie wyjeżdżałaś? Skoro znasz trzy języki obce to mniemam, że miałaś okazję sprawdzić się w trakcie prywatnych wyjazdów? Jeśli prywatnie byłaś za granicą to już jakieś doświadczenia przecież masz. Nie mogę uwierzyć, że dziewczyna z licencją pilota wycieczek, ze znajomością języków obcych nie może znaleźć żadnego zlecenia? Myślę, że problem leży gdzie indziej – ale gdzie nie umiem stwierdzić… Chcesz jeździć na kolonie? Jaki problem – zadzwoń do Caritasu! Co prawda nie płacą swoim wychowawcom, ale zawsze to coś. Biorą wszystkich z uprawnieniami. Zacznij od wolontariatu. Rozsyłaj cv po biurach w całej Polsce, zaangażuj się, podzwoń po biurach – na pewno część przez telefon Ci podziękuję ale zawsze jest szansa że trafisz na kogoś komu przypadniesz do gustu. kto nie ryzykuje ten nic nie zyskuje…

  2. W mniejszym mieście też można otworzyć swoją agencje i utrzymać ją na rynku tylko trzeba włożyć w to może trochę więcej pracy. Trzeba pamiętać że rynek jak i potrzeby klientów się zmieniają i należy się po prostu cały czas do tego dostosowywać. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach najważniejsza jest rekomendacja i reklama w Internecie. Od niedawna dochodzi także możliwość znalezienia naszej firmy przez różne aplikacje mobilne. Poznałam kiedyś na wakacjach młodego Polaka, który w tej branży utrzymuje się już od kilku lat i nie ma większych problemów ze znalezieniem klientów a był własnie z dosyć małej miejscowości. Myślę, że reklama w panoramie firm i opinie które zostawią nasi klienci to połowa sukcesu w małych firmach.

  3. Dlaczego tak uważasz? Właśnie kolega którego poznałam mówił, że od zawsze głownie tam się reklamuje i bardzo sobie chwali. Ja dopiero myślę, nad założeniem swojego biznesu ale reklamę chcę właśnie zacząć w panoramie firm. Widziałam, że ich aplikacje mobilne robią się coraz bardziej popularne, przez co łatwiej jest dotrzeć do klienta, więc nie sądzę, że miało to by być wyrzucanie pieniędzy w błoto.

  4. Pingback: Jak zostać pilotem wycieczek od stycznia 2014 (część I). Czy na pewno będzie łatwiej? | PilociWycieczek.pl·

Możliwość komentowania jest wyłączona.