„Nie pilotuję jeszcze w HD” – zarobki pilota wycieczek: jak wycenić swoją pracę / dyskusja

Praca za darmo, czyli zrób dla nas projekt, a może ci zapłacimy. Zmora... - NaTemat.pl

Praca za darmo, czyli zrób dla nas projekt, a może ci zapłacimy. Zmora… – NaTemat.pl

Dyskusję o zarobkach rozpoczęliśmy artykułem: „Ile zarabia pilot wycieczek – stawki minimalne„. Przeczytano go ponad 2 tysiące razy w pierwszym miesiącu od publikacji. Owocem tego jest wiele ciekawych wypowiedzi. Im dzisiaj poniżej oddaję miejsce. Dziękując wszystkim uczestnikom dyskusji i prezentując wybrane opinie, chcę w ten sposób umożliwić osobom, które nie zawsze muszą mieć pełne przygotowanie do rozmów finansowych (przed ich kolejnymi negocjacjami płacowymi) – jak najszerszy przegląd obecnej sytuacji na rynku turystycznym.

Przy okazji odsyłam do zakładki O ZAWODZIE PILOTA gdzie umieszczony jest też link do forumowej dyskusji „Freelancerze znaj swoją wartość” zainspirowanej artykułem o wolnych zawodach artystycznych, których przedstawiciele podobnie jak i większość pilotów czy przewodników) mają niekiedy do czynienia ze specyficznym podejściem do rozliczeń ze strony zleceniodawców. Przypomniała mi o tym temacie wypowiedź porównująca sytuację pilotów wycieczek i fotografów; i nią otwieram listę kilkunastu komentarzy, które polecam Waszej uwadze:

„Nie pilotuję jeszcze w HD”

AINA AMBROSZKIEWICZ: (…) posłużę się przykładem fotografii bo jest bardzo obrazowy. Jak weźmiemy kiepskiego fotografa na nasz ślub, to owszem zaoszczędzimy tysiąc czy półtora, ale pamiątka na całe życie będzie kiepska – przykład znajomego, któremu po fakcie kamerzysta na pytanie dlaczego film ze ślubu jest niezadowalającej jakości odpowiedział, że on jeszcze nie nagrywa w HD!!!! Moja kamerka do sportów ekstremalnych mieszcząca się w dłoni i nagrywająca “na ślepo” nagrywa w HD, a “profesjonalny” kamerzysta nie. To samo z pilotami czy przewodnikami. Z drugiej strony są fotografowie drodzy, którzy za zdjęcia ze ślubu i wesela biorą 3000 zł, ale na brak zleceń nie narzekają i cały sezon mają obłożony. Dlaczego? Bo są naprawdę dobrzy.

Granica minimum

KASIA: 50 zł za dzień jest to kwota żenująco niska i raczej nie powinno się na nią zgadzać. Wyjątek wg mnie może stanowić staż, który biuro może proponować nawet za darmo, lub za symboliczne 50 zł dziennie. Przecież godzina korepetycji językowych waha się od 40zł w górę. A przecież pilotem, czy rezydentem ma być osoba ze znajomością języka obcego. (…)

KRYSTYNA JANICZEK: Niech ten co jeździ za 50zl/dzień a nawet za tą stówę nie myśli że będzie potem szanowany przez biuro… i niech się potem nie dziwi, jak już będzie chciał profesjonalnie świadczyć swoje usługi, że podana przez przyzwyczajone do takiej sytuacji biuro uzna jego stawkę za zbyt wysoką. Sama dwukrotnie w przypadku naprawdę dużych i znanych organizatorów miałam sytuację, że w zamian za obłożenie większości sezonu (pilotaż nie rezydentura) proponowali mi takie niskie stawki … I to na kierunku niespecjalnie popularnym do pilotowania, więc tłumów chętnych na moje miejsce zapewne nie było.
Mam też jedno znane biuro, robią świetne imprezy, ale najczęściej najpierw słyszę szefa – wiesz… mało płacę, ale wyjazd jest fajny… :)  Po prostu nie bierze się takich imprez! nawet jeśli program jest spełnieniem marzeń. Szanujmy się nawzajem (…)

Rozmawiajmy o stawkach i mówmy o tym na kursach

KASIA: Niestety stawki są coraz śmieszniejsze. Chociaż na kursach nikt przyszłym pilotom nie mówi jakich stawek i za co tak naprawdę powinni wymagać i tylko się zachęca, że „na majówkę lub inny długi weekend i tak znajdziecie pracę, żeby zdobyć doświadczenie”. Ale prawdą jest, że coraz więcej biur też proponuje, że na pierwszy wyjazd pojedziecie za półdarmo, żeby Was sprawdzić (nieważne ile lat już jesteście pilotem), a na kolejny biorą kolejnego żeby sprawdzić…
Albo dostałam propozycję od Sport event żeby do Livigno ( w którym byłam już jako pilot) jechać jako pilot na przejazd i pomocnik rezydenta, na miejscu prowadzić codziennie po 2 h zajęć z 10 osobową grupą jako instruktor narciarski (bo takie uprawnienia mam), po czym dowiedziałam się że w zamian mam nocleg w apartamencie, uczestnictwo w dyskotekach i obiad na stoku (…) I co Wam powiem: kpina bo w Polsce instruktor najmniej zarabia 30 zł netto za godzinę pracy, mając skipass, a gdzie wynagrodzenie za pilotaż:? i za prace instruktorską? …

DOMINIKA: Masz rację – kpina! Mnie rozwalają oferty pracy “pilot i instruktor w jednym”. Oczywiście za marną stawkę! Ja kiedyś powiedziałam w jwdnym biurze, że za taką stawkę mogę wejśc do autokaru i sie przedstawić. Mam wrażenie, że od tamtego czasu nic sie nie zmieniło. Proponowane stawki są coraz to mniejsze. W Słowenii pilot za jeden dzień zarabia 240 euro!!! …

Przykłady różnych wynagrodzeń pilockich

LUCYNA BEATA PŚCIUK: Ile zarabia pilot? O stawce rzędu 500 zł nie słyszałam, ale nie neguje tego. Mi także zdarza się zarobić w jeden dzień równowartość kilku dniówek. Wiem o kilku organizatorach, którzy płacą pilotowi 50-80 zł dniówką czy jeden kurs np. Bieszczady Londyn. Są młodzi piloci, przeważnie studenci, którzy pracują za wikt i nocleg. Widzę co dzieje się w Bieszczadach, piloci za wszelką cenę usiłują dostać zlecenie, usiłują wejść za grosze w kompetencje przewodników. Już nie dziwią mnie pytania typu: Lucyna jestem na zaporze solińskiej jak mam dojść na Tarnicę, czy jestem w Cisnej jak mam dojechać do Komańczy. W tym roku mówię to z góry nie będę pomagać ani pilotom ani przewodnikom nie znającym terenu spoza Bieszczadow Coraz częściej organizator oszukuje grupy mówiąc, że pilot jest przewodnikiem.

ARCADIO: w latach 1997 + 2000 stawka ktrą miałem to było 150 pln + dieta dolarowa + prowizje. Teraz niektórzy proponują 100 zł netto uważając że to dużo.

ILONA: Ja daję pilotowi wycieczek szkolnych minimum 170 zł/netto za dzień pracy.

GRZEGORZ: 300 wielodniowe wyjazdy, 400 – 450 jednodniówki (noc+dzień+noc)

JAREK: Ja stosuję takie stawki dzienne /netto/: usługa w j. polskim: kraj (260 zł), zagranica (360 zł), usługa w jezyku obcym 400 zł + vat (23%). woj. lubuskie. pilot / przewodnik.

Naciąganie

EXPLORER: To jest zwykłe naciąganie ( stawki 0, 50, 100 zl ). Takie pieniądze powinny być normą jedynie w przypadku wyjazdów stażowych, gdzie poznajemy nowe destynacje.Oczywiście zamęt deregulacyjny nie pomaga… Problem jest jednak szerszy i leży w wadliwym uregulowaniu całego rynku usług turystycznych w Polsce ale też w zwyczaju, który się ukształtował i zbliża nasz kraj do specyfiki blisko – wschodniej, gdzie kadrę biur, pilotów, guide’ów, kierowców wykorzystuje się do granic możliwości. Sytuacja klientów, ich prawo do rzetelnego rozpatrzenia reklamacji to osobny temat. Analogia jest jednak bezpośrednia: stosunek organizatorów do klienta odbija się na podobnym traktowaniu własnych pracowników. Prosty przykład – pracując przez cały sezon dla międzynarodowego tour-operatora, jeżdżąc z grupami po Polsce, Austrii, Czechach i sąsiednich krajach, zarabiałem z napiwkami i prowizjami od optional tours, od dwóch do trzech tysięcy Euro miesięcznie, już po odliczeniu podatków. Do tego w każdym ważniejszym mieście był przewodnik lokalny, bagaże były zawsze wnoszone przez obsługę hotelową, bezpośrednio z autokaru. Jak zupełnie inny był komfort pracy. Grafik wyjazdów znałem już na początku sezonu aż do października. Rezydent w brytyjskim biurze dostaje wprawdzie zasadniczą pensję tylko w wysokości ok 500 GBP ale do tego napiwki i prowizje często potrajają mu tą kwotę. I to są stawki wyjściowe i nikt poważny tutaj nie szuka oszczędności bo jego image byłby szybko zagrożony. Biuro nie oszczędza na hotelach usługodawcach, transporcie. Za niedoróbki płaci się wysokie odszkodowania i naraża na czarny PR konkurencji i mediów. A u nas? Sami wiecie, co tu więcej pisać… No chyba,że ktoś faktycznie działa prężnie w sektorze incentive, bądź u sprawnego organizatora egzotyki lecz przecież, nie tych, topowych segmentów dotyczyła refleksja Piotra.

Stawki a realia rynkowe w turystyce od lat 90-tych do teraz

AGNIESZKA BIESIADECKA: Jeszcze w latach 90 i na początku 2000 biur było niewiele, były bardziej profesjonalne, i miały zdecydowane większy portfel zamówień, przypadających na jedno biuro. Dotyczy to i przyjazdówki i wyjazdówki. Oczywiście zdarzały się jakieś “krzaki”, ale przynajmniej wiadomo było, kogo omijać z daleka. Potem, wielu referentów, pilotów, a także transportowców stwierdziło, że więcej zarobią organizując wycieczki samodzielnie i pozakładali juz nawet nie krzaki, a krzaczki, bez kapitału, bez dobrego rozeznania rynku. No i zaczęły się kłopoty. Żeby konkurować z innymi ( głównie swoimi byłymi pracodawcami) trzeba wycieczkę sprzedać tanio. Wiec oszczędzają na wszystkim, żeby jak najwięcej pieniędzy w kieszeni zostało. A ze większość doskonale zna rożne kruczki ( sorry Piotrze) wycieczkowe, to zakładają, ze pilot i kierowca zawsze coś tam sobie dorobią, wiec niech się cieszą, ze w ogóle jadą. A piloci biorący takie zlecenia jeszcze ich w tym mniemaniu utwierdzają. I koło się zamyka. Gdyby nikt tych imprez nie chciał obsłużyć, to ta polityka cenowa szybko uległaby korekcie. Albo takie biura straciłyby rację bytu. A tak… To jest jak jest. Temu, kto do tej Holandii pojedzie ( bo na pewno ktoś pojedzie ) życzę udanej wycieczki i wielu wielu innych za podobną stawkę. Kiedy po kilku latach pracy nie będzie go stać nawet na nowe skarpetki, nie mówiąc o założeniu rodziny, wzięciu kredytu itp, będzie mógł mieć pretensje tylko do siebie

Głos rozpaczy

PRAWIE BEZROBOTNA ALE PILOTKA: Kochani, fajnie, że macie takie wyobrażenie o stawkach, jak również o tym, żeby nie obniżać swoich wymagań płacowych. Ale przepraszam bardzo: gdzie Wy żyjecie????? Nie widzicie co się dzieje w kraju? Pracy (wszelakiej ) coraz mniej, ludziom żyje się coraz ciężej. Doskonale sobie z tego zdają sprawę właściciele biur podróży. Wiedzą, że jeśli nie jedna, druga osoba, to z pewnością następna ( z pocałowaniem ręki) weźmie pracę za grosze. Czy mieliście kiedykolwiek przed sobą widmo miesiąca za 500 zł????? W takich przypadkach możliwość zarobienia JAKICHKOLWIEK pieniędzy staje się priorytetem. “Dorabianie ” sobie jako pilot to dziś już rzadkość. Dzisiaj zawód pilota
stał się dla wielu głównym zajęciem. Pomyślcie wszyscy, wypowiadający się tutaj o tym, kiedy będziecie usilnie namawiać żeby “nie zaniżać ” stawek.

Nie ma „stawek minimalnych”

TOMEK JUNGOWSKI: Jeżeli ktoś mi proponuje wyjazd i stawkę, która mnie satysfakcjonuje – biorę, jeżeli za mało, to odrzucam ofertę, ale nie mogę przez to płakać, że ja nie pojechałem, a on wziął mniej. Widocznie dla niego było wystarczająco i nie ma takich wymagań jak moje. uprzedzę od razu “ale to pewnie tańszy i źle zrobi i klient ucierpi i biuro”. A co wy się martwicie o biuro? :) biura sprawa i zmartwienie nie wasze, przecież nie jedziecie bo odmówiliście ze zwgl na zbyt niską stawkę. Niech oni się martwią, a nie wy, bo to hipokryzja takie utyskiwanie, że obniża się jakość usług. Moja się nie obniża przez to, ze pojedzie z jakimś biurem słabszy pilot, dlatego, ze sam odmówiłem jazdy za zbyt niską stawkę. :) martwcie się o swój poziom usług. Zasada jest prosta – jeżeli świadczycie usługi tak wysokiej jakości, że pracodawcy BĘDZIE SIĘ OPŁACAŁO zapłacić więcej i zatrudnić was a nie tę słabszą osobę – to to zrobi. Jeśli mu się nie opłaca, bo różnica będzie niewielka. Pozwólmy jednak, że to pracodawca ocenia co mu się opłaca, a nie my. Jego małpy – jego cyrk.

Deregulacja a stawki

JAREK: Pieniądze zawsze wywołują emocje, co zresztą widać po liczbie postów :) moim zdaniem deregulacja to zasłona dymna do próby obniżenia stawek pilockich. NIe sądzę jednak, by biura nagminnie podejmowały ryzyko wsadzania do autokarów ludzi z ulicy. 48 wk.. klientów to mega czarny buzz marketing. Dlatego nie dajmy się zwieść mitycznej deregulacji i szanujmy swą pracę. Wiem, że to utopia by trzymać jednakowe ceny, ale przynajmniej nie schodżmy poniżej jakiegoś sensownego poziomu. Z czasem biura zrozumieją, że chleb kosztuje 3 zł a pilot co najmniej 250 za dobę.

Piotr Kruczek - zobacz kategorię: BLOG
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+

22 responses to “„Nie pilotuję jeszcze w HD” – zarobki pilota wycieczek: jak wycenić swoją pracę / dyskusja

  1. Pingback: Ile zarabia pilot wycieczek – stawki minimalne | PilociWycieczek.pl·

  2. Przeglądam ten wątek i mam wrażenie jak bym czytał dyskusje o pieczeniu ciasta w którym ani razu nie pada słowo „mąka”. W tym wypadku chodzi mi o NAPIWKI… które jak wiadomo nieraz wielokrotnie przewyższają oficjalne honorarium. Czy to jakieś absolutne tabu?

    • Nie to nie tabu… przykład: Napiwek w postaci bonów z kibla przy autostradzie – z którego cytat: ja dostałem ostatnio napiwek w postaci bonów z kibla przy niemieckiej autostradzie🙂. Grupa się solidarnie zrzuciła….

      Przy okazji prośba: proszę zachować już powtarzalną frazelogię „lamentujecie” „jesteście nieudacznikami” (którą już tu raczysz towarzystwo), nic nie wnosi a wręcz przeciwnie kreuje atmosferę raczej niezbyt przyjazną i takowe komentarze będę dalej usuwał

      • Ależ proszę usuwać blokować i banować, jak na wszelkich pozostałych forach – nie ma jak to pławić się we własnym sosie wzajemnej adoracji i samouwielbienia. Swoją drogą dobry tekst o byłych pilotach, zakładających własne biura, które płacą potem najniższe stawki – uśmiałem się.

    • O – i to jest merytoryczna odpowiedź. A nie od razu pogróżki o usuwaniu i banowaniu.
      To prawda, sam obsługuję głównie przyjazdówkę. Z pilotami nie ma wielkich targów o stawki, (co nie znaczy że są zaniżane), każdy jest zadowolony że dostanie zlecenie – bo będzie mógł się wykazać, i jak będzie dobry to na koniec zbierze spore napiwki.
      Nie bardzo rozumiem dlaczego ma to być tylko specyfika „grup niemieckich”. Czytałem ostatnio reportaż o pracy kelnerów, z którego wynika że w dawaniu napiwków Polacy są nie mniej hojni jak inne nacje, nawet całkiem nieźle plasują się na tle innych.
      Nie rozumiem więc, dlaczego nie może być to „standardem” na wycieczkach. A może po prostu jest tylko w przypadku pilotów dobrych, którzy nie mają ciśnienia aby zaglądać na tego typu fora i blogi.

      • Może w przyjazdówce napiwki są normą, ale w polskiej turystyce to ok. 1-10% przypadków (jedna grupa na 10 to realne, ale pewnie nie u wszystkich) i taki napiwek wynosi do 100 zł, 200 zł to jest dobrze, rzadko 100 EUR czy więcej (jak już to od niektórych grup biznesowych).

        A pan M.Z. chyba ma marne pojęcie o rynku skoro twierdzi, że jest inaczej

  3. Napiwki w turystyce (szczególnie przy grupach polskich) to rzecz na tyle rzadka, że wcale nie dziwię się, że w dyskusji nikt o ty nie wspomniał. O ile w gastronomii normą jest zostawienie 10 % napiwku, o tyle w przypadku pilotażu czy przewodnictwa jest to niezmiernie rzadkie. Nie dlatego, że usługa jest kiepska tylko dlatego. że turyści polscy nie myślą w tych kategoriach. Traktują pilota ,jak i przewodnika jako część wykupionej przez siebie wycieczki i już. Jeśli są zadowoleni nagrodzą oklaskami, czasem podejdą i osobiście podziękują – ale na tym się kończy.

    • Owszem, mam marne pojęcie, o tyle że nie zajmuję się i nigdy nie zajmowałem masową autokarową czy wczasową turystyką dla Polaków. Natomiast wiem jak to funkcjonuje na zachodzie – normą jest zbieranie kopertówki dla pilota, czasem do podziału z kierowcą czy lokalnymi przewodnikami. Nie wiem dlaczego nie mogłoby to funkcjonować w Polsce. Może jakaś łagodna kampania w tym kierunku? To by miało sens większy niż dyskusje o stawkach płaconych przez biura, bo to zawsze będzie regulowane przez rynek, podaż i popyt. Natomiast na postawy konsumenckie można i warto wpływać. Uczymy Polaków np. zbierać kupy po swoim psie, możemy nauczyć i dawania napiwków pilotom.

  4. Szczerze powiem, że wynagrodzenie wydaje się dość niskie dla osoby która nie siedzi w branży i przeczytała artykuł z czystej ciekawości. Z drugiej strony dla ludzi którzy uwielbiają podróżować, praca tego typu to spełnienie marzeń. Maciek ma rację, sam traktuje pilotów jako część wykupionej wycieczki, w życiu nie pomyślałbym o napiwku. Raczej nie jest to standard wśród dusigroszy Polaków🙂

  5. Bajki, lub kreowanie nowego medialnego zjawiska. Napiwki to mąka, ale dla Free Walking Tour i taka jest prawda. Napisać: NAPIWKI… które jak wiadomo nieraz wielokrotnie przewyższają oficjalne honorarium.” akcentując zwrotem „jak wiadomo” prawdziwość informacji, jest prymitywnym, bezczelnym nadużyciem.

    • Napisałem to dość prowokacyjnie, ale przykład Free Walking Tour jest bardzo dobry, że to potrafi działać. I jeżeli jest coś do ugrania to właśnie tutaj – nauczyć Polaków dawać napiwki a nie żyłować więcej od biura – organizatora.

  6. Macieju – a jak jest u Ciebie? Zapisujesz niemieckim kontrahentom ile jest spodziewany napiwek dla Polskich przewodnikow? Pytam bo wiem ze kontrahenci czesto o to pytaja

    • Nie, o tym w ogóle nie ma mowy w żadnych kontraktach, tego rodzaju inicjatywa zawsze wychodzi od klientów. Kwestia pewnej kultury i przyzwyczajeń.

  7. W Polsce jeszcze długo nie będzie kultury dawania napiwków takiej jak jest na zachodzie. W gastronomii owszem, ale wynika to chyba z tego, że podpatrzyliśmy ten zwyczaj na amerykańskich filmach:) Na wycieczkach również, jak pilot powie turystom, że w danym kraju jest zwyczaj zostawiania napiwku pokojówkom, które robią zwierzątka z ręczników, to ludzie zostawią, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby pilot miał sugerować napiwek dla siebie samego…

    • Oczywiście – jeśli ktoś już pilotuje wycieczkę, taka sugestia głupio by wyglądała. Ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby stowarzyszenie pilockie, izba turystyczna itp. taką kampanię uruchomiła: Byłby to dość ciekawy socjologiczny casus, z pewnością zauważony przez media itp. Ale oczywiście najlepiej oczywiście zrzędzić, narzekać i nic nie robić, prawda?

  8. Pracowałem kiedys dla najstarszego angielskiego biura podrozy – Cox and Kings i tam kazdy klient otrzymywal z biura w swoim ‚travel packu’ informacje ze „jesli jestes zadowolony z uslugi w zwyczaju jest dawac napiwek miejscowym przewodnikom” – uwazam to za dobra praktyke. Problemem bylo to ze nie pisali ile to jest „customary tip” a ludzie nie do konca wiedzieli, zwlaszcza w pierwszych dniach, ile wypada w tej dziwnej polskiej walucie. szybko sie orientowali i zazwyczaj dawali banknot w najnizszych niominalach (10-20 zl) a z kilkunastoosobowej grupy robil sie juz fajny tip i przewodnicy byli zadowoleni.

  9. Moim zdaniem zmiana zwyczajów Polaków to długi proces. Prowadzę grupy polskich i zagranicznych turystów. Faktem jest, że zachodni turyści zwykle dają napiwki, Polacy niestety nie. Dlatego stawka za pilotowanie polskich grup musi być na tyle wysoka, żeby pokryć opłaty ZUS, podatki, bieżące utrzymanie (także rodziny) i jeszcze przerwy między imprezami turystycznymi. Przy stawce poniżej 300,- PLN za dzień pilot może wykonywać ten zawód tylko hobbystycznie, okazjonalnie i musi mieć inne źródło dochodu. Po sezonie turystycznym, który trwa u nas tylko pół roku, i tak trzeba mieć jakąś pracę, rentę, emeryturę lub pozostawać na utrzymaniu rodziny.Sumując: „pilot wycieczek” to nie jest prawdziwy zawód dla chcących utrzymać rodzinę. To okazjonalna, tymczasowa praca dla pasjonatów podróży. Raczej dla singli niż pozostających w związkach. Pozdrawiam Adam.

  10. Polacy uwielbiają „promocje”. Rzucają się na wszystko, co reklamuje się jako tańsze. Najtaniej jest w sklepach z chińszczyzną – wszystko po 99 centów, ale jakość… Jeśli ktoś chce mieć jakość, wybierze dobrego pilota za dobre wynagrodzenie, a jak ktoś chce mieć „promocję” – wybierze taniochę i już więcej tego numeru nie powtórzy, chyba że się specjalizuje w tanich, byle jakich wycieczkach dla ubogich.

  11. Pingback: Gimnazjaliści i profesjonaliści – freelancerze znaj swoją wartość | PilociWycieczek.pl·

Możliwość komentowania jest wyłączona.