Deregulacja zawodu przewodnika i pilota wycieczek – za i przeciw / Tomasz Dygała i Piotr Kruczek

Piloci wycieczek TOK FM od lewej Agnieszka Broniszewska, Piotr Kruczek, Tomasz Dygała, Marek Pawłowski

Piloci wycieczek w TOK FM od lewej Agnieszka Broniszewska, Piotr Kruczek, Tomasz Dygała, Marek Pawłowski

Skutki deregulacji zawodu pilota i przewodnika i kto w turystyce traci, a kto zyskuje! To częste zapytanie w internecie (jak choćby pokazują statystyki PilociWycieczek.pl), ale i zarazem temat wielu artykułów, blogów i dyskusji.

Ostatnio miałem okazję w czasie pilockiej rozmowy w studiu Radia TOK FM (choć dyskusja dotyczyła ogólnie pracy pilotów wycieczek) spotkać się m.in. z Tomaszem Dygałą warszawskim bloggerem i przewodnikiem będącym zwolennikiem deregulacji, który zmianom związanym z reformą Gowina poświęca wiele miejsca na swoim blogu i stronie www.dygala.pl (a zarazem jest organizatorem warszawskich kursów przewodnickich). Postanowiłem zestawić tu nasze argumenty.

Tomasz Dygała: kto zyskuje i traci na deregulacji

Oto fragment artykułu Tomasza Dygała zatytułowanego „Deregulacja – mała analiza ze strony dygala.pl oraz odsyłam do jeszcze szerszego wpisu tego samego autora pt.: Dlaczego jestem ZA deregulacją przewodnictwa

Kto zyskuje na deregulacji:

  1. Osoby chcące zacząć pracować w zawodzie – nie muszą kończyć kursów (jest tylko garstka osób, które nie potrzebują żadnych kursów i mogą z marszu zostać przewodnikami), bez ponoszenia sporych kosztów.
  2. Przewodnicy – piloci, którzy jeżdżą po kraju i w związku z deregulacją znacząco wzrosną ich możliwości pracy w „miastach zakazanych”, bez konieczności zdawania egzaminów państwowych (240 zł) a w przypadku pilotów dodatkowo bez konieczności kończenia kursów (ok. 1500 – 2000 zł)
  3. Organizatorzy szkoleń – kursy przewodników i pilotów będzie można zoptymalizować czasowo i znikną durne, tak DURNE, wymogi czasowo – programowe (minimum 6 miesięcy kurs przewodnicki, min 4 miesiące pilocki, proporcje czasu na poszczególne tematy etc.).
  4. Biura turystyczne, które zaczną zlecać pilotom więcej oprowadzania po „miastach zakazanych”.

Kto traci na deregulacji:

  1. Przewodnicy lokalni żyjący z tzw. przyjazdówki. Dla nich ewidentnie deregulacja będzie ciosem, bowiem część tortu zabiorą przewodnicy-piloci przyjeżdżający z grupami.
  2. Organizatorzy szkoleń? Raczej nie, chociaż tu jest pewna niewiadoma. Naprawdę mało jest osób, które nie potrzebują kursów przewodnickich/pilockich.
  3. Członkowie komisji egzaminacyjnych bo skończy się niezła fucha.
  4. Pracownicy urzędów marszałkowskich – do obsługi całego interesu w województwie wystarczy jedna osoba i to na kawałek etatu.
  5. Wszyscy ci którzy są nieelastyczni i nie potrafią się dostosować do nowych realiów i wolą  rozczulać się nad sobą i ‚wstrętnym Gowinem’ zamiast wziąć się do roboty😉

Piotr Kruczek: skutki deregulacji

To natomiast mój komentarz dla Tur-Info, który wysłałem w odpowiedzi na zapytanie redakcji o zakres oczekiwanych zmian na rynku turystycznym od 1 stycznia 2014 po wejściu deregulacji. Jak przewiduję skutki deregulacji w turystyce:

Deregulacja to z jednej strony ulga od konieczności trzymania się określonych wymogów prawnych przy doborze współpracowników (licencje) i wolność w tym względzie od potencjalnych kontroli urzędowych. Po wejściu w życie deregulacji – dotychczasowi piloci mogą zacząć wykonywać obowiązki przewodników, mobilizowani przez biura podróży do obniżania kosztów (usługa pilocka i przewodnicka w jednym) i odwrotnie. Może spaść tym samym liczba bezpośrednich zleceń dla przewodników – ale czy na pewno i o ile – to pokaże w praktyka.

Obowiązki pilotów wycieczek mogą zacząć wykonywać wszyscy np. kierowcy (nie będzie konieczności zatrudniania pilotów), pracownicy biur podróży bez formalnego przygotowania, a przy grupach szkolnych np. nauczyciele. Czy to wyjdzie na dobre turystom – czas pokaże…

Dzięki temu opiekun grupy zarobi część stawki pilockiej, ale nie specjalnie wierzę by ceny wielu wyjazdów dzięki temu spadły. Piloci i przewodnicy z dobrą renomą skutków deregulacji nie odczują. Młodzi piloci i wchodzący na rynek – adepci pilotażu i przewodnictwa – mogą mieć trudność w obliczu już dzisiaj niemałej konkurencji (w tym i cenowej).

Mogą spaść ceny kursów pilockich i przewodnickich kosztem ilości i jakości zajęć, ośrodki szkoleniowe mogą mieć kłopoty z naborem słuchaczy, a zadania edukacyjne częściowo przejmą uczelnie i szkoły o wyrobionej pozycji. Z drugiej strony pojawić się też może alternatywa w zakresie nieskrępowanych żadnymi przepisami szkoleń przygotowujących pilotów i przewodników przez organizacje i wolnych specjalistów.

Brak państwowych czy samorządowych egzaminów i licencji zostanie na pewno zastąpiony wewnętrznymi dobrowolnymi branżowymi uregulowaniami, które z czasem zdobędą uznanie pracodawców. Łatwiej będzie wejść do branży turystycznej osobom z przygotowaniem np. historykom i miłośnikom sztuki, architektury, pasjonatom swoich regionów i miejscowości. Jeśli będą to dobrzy specjaliści to o to chodzi, ale też na rynku działać będzie więcej amatorów. Nie musi to mieć oczywiście negatywnych skutków!

Wcześniejszą moją wypowiedź dla Tur info w sprawie znaczenia deregulacji znaleźć też można w artykule tego branżowego serwisu: „Każdy może zostać pilotem” (z 19.04.2019)tur-info

Piotr Kruczek - zobacz kategorię: BLOG
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+