Z przygód pilota wycieczek (2): jak działa angielska policja gdy zagubi się turysta

police

Zobacz też: 
Z przygód pilota wycieczek (1): Dubaj i Oman

To cię może zaskoczyć! I mowa tu o działaniu angielskiej policji! Bo turyści już nas pilotów specjalnie nie zaskakują, jak to oni – czasem niefrasobliwi, niezorientowani, zagubieni… podpici czy też rzeczywiście pijani znikają w obcym dla nich wielkim mieście, gubią telefon i nie nawiązują z nikim kontaktu (nawet z domem).

Głową w dół ze schodów

Wycieczka do Londynu była krótka, autokarowa. Już po paru godzinach jazdy jeden uczestnik (zarazem jeden z dwóch bohaterów dalszej sprawy z policją) spada głową w dół ze schodów piętrowego autokaru. Potem siedzący obok pasażerowie przyznają: alkohol… Leży niemal pionowo wbity głową między dolny schodek a oparcie siedzenia kierowcy, nie rusza się, trochę krwi… Nie wiem w pierwszej chwili czy ma może złamany kręgosłup czy coś innego… żyje… po chwili zanim jeszcze cokolwiek zrobiliśmy słyszę chrapanie (śpi? trudno powiedzieć? sam poszkodowany potem wskazywał, że to musiał być ciężki oddech). Ok nic się nie stało. 63-letni pan wyszedł z tego bez szwanku. Żadnych objawów poza lekkim stłuczeniem nosa i obolałymi (mocno obolałymi) kośćmi. Pisemnie odmówił wizyty w szpitalu, skonsultowaliśmy to także z rodziną.

Ostatnia stacja metra: dwóch uczestników chce zostać

W Londynie wsiadamy w metro. Ten sam pan, swoją drogą bardzo sympatyczny, razem ze swym kompanem mówią: zostajemy, nie jedziemy do miasta! Na ostatniej stacji londyńskiego metra! Gdzie nie ma nic. W końcu decydują się jechać z grupą, ale oczywiście na swoją prośbę odłączają się i to pierwszy raz widząc w życiu Londyn, na jednej z najbardziej z rozłożystych pod ziemią stacji metra BANK (przekazują mi to już za późno inni uczestnicy grupy poinformowani przez panów w czasie gdy przemieszczaliśmy się długimi korytarzami). Dwóch już nie najmłodszych panów, nie porozumiewających się po angielsku, wg swojej późniejszej relacji znajduje drogę powrotną na naszą umówioną ostatnią stację metra, ale z niej jednak gubią się jeżdżąc tam i z powrotem i w pewnym momencie rozstając się i tracąc ze sobą kontakt nawet telefoniczny.

Jeden znika. Brak kontaktu przez dobę.

Wieczorem na miejscu zbiórki (ta sama malutka stacja metra) stawia się tylko jeden z nich informując, że taaak… mieli własny alkohol i korzystali z niego przez cały dzień. Ten drugi, co się zagubił więcej korzystał z buteleczki. I kiedy się rozstali, ten co się zagubił, a miał czekać, lecz nie czekał, potem dzwonił do kolegi, że nie wie gdzie jest. W końcu przestał odbierać telefon. Godzina 23-a brak kontaktu z zagubionym. Nie kontaktuje się on także z domem.

Policja i nocne przesłuchania

Cała procedura policyjna kończy się o trzeciej nad ranem. Jest nie tylko telefoniczne zgłoszenie, ale i wizyta policjantów w hotelu. Dokładne przesłuchanie już w środku nocy, szczegółowe pytania o wszystko: m.in. czy miał kłopoty ze zdrowiem psychicznym, nadużywaniem alkoholu itd. W sumie kilkadziesiąt dokładnych proceduralnych pytań. Rano pana nie ma też w tych samych umówionych punktach, ale… nagle telefon z biura: jest! Zabrał się z inną polską wycieczką i czeka w porcie przez który promem wracamy na kontynent (niestety musiał czekać cały dzień). Telefon jego został zgubiony, ale panu nic się nie stało.

E-maile od policji

Policja dostała wcześniej od nas e-mailem zdjęcie niefrasobliwego turysty. Po jego odnalezieniu się, miła policjantka telefonicznie zamyka sprawę wypytując o szczegóły i prosząc dokładnie o potwierdzenie, że na pewno pan jest w autokarze obecny.

To jednak nie koniec. Wcześniej już w odpowiedzi na e-mail ze zdjęciami i rysopisem zagubionego, oficer prowadzący sprawę pyta także tą drogą:
letter1[tłumaczenie w skrócie dla nie-angielskojęzycznych: oficer policji pyta czy są jakieś wieści od zagubionego]

Wysyłam odpowiedź, że wszystko OK, sprawa jest już zamknięta telefonicznie, gość się znalazł, jest bezpieczny. I na to oficer odpisuje:
letter2[tłumaczenie w skrócie dla nie-angielskojęzycznych: policjant cieszy się, że pan turysta się odnalazł, bo myślał, że jako prowadzący oficer w tej sprawie musiałby może dotrzeć do mnie już bezpośrednio-osobiście w Polsce!!]

Elegancko prawda? Ciekawe, czy podobnie działa polska policja.

PS: komentarz w odpowiedzi do publikacji – od Kasi przewodniczki z Gdańska:

…w Gdańsku, kiedy zgłosiłam brak turysty (zagraniczny o innym kolorze skóry, duży, charakterystyczny…), po prostu mnie spławili ot, co kraj to obyczaj.

Niestety nie wypadamy tu najlepiej. Nie wiem może teraz działają inaczej (to zdarzyło się jakieś 2 lata temu- i turysta na szczęście sam się odnalazł) – ale szczerze wątpię, by cokolwiek się zmieniło. Jestem ciekawa działalności policji innych miast w tej kwestii. Bo tutaj jakoś nie mam dobrych doświadczeń. W przeciwieństwie do Gdyni, gdzie mając wycieczkę Niepełnosprawnych, dzwoniąc na komisariat, dostałam dokładną informację gdzie mogę i gdzie nie mogę wjechać… Rzetelnie i uczciwie. I ŻYCZLIWIE. W Gdańsku zaś na co dzień niewidoczne patrole (to znaczy widoczne fizycznie, ale nie widoczne na przykład gdy żebrzący klanami całymi niemal szarpią turystów) – uaktywniają się natychmiast gdy podjeżdża autokar z niepełnosprawnymi, w miejsce, gdzie nie ma praktycznie zakazu, ale jest… zwyczajowy. To temat rzeka. I nie wyczerpiemy go tutaj. Niestety tez nie zmienimy mentalności ani miast ani policji, czy tym bardziej straży miejskiej…

Piotr Kruczek - zobacz o czym więcej piszę: BLOG
@LINKEDIN / @FACEBOOK / @TWITTER / @GOLDENLINE / @GOOGLE+
Reklamy

One response to “Z przygód pilota wycieczek (2): jak działa angielska policja gdy zagubi się turysta

  1. Pingback: Z przygód pilota wycieczek (1) : ZEA i Oman – nikt nie mówił, że będzie łatwo | PilociWycieczek.pl·

Możliwość komentowania jest wyłączona.