Deregulacja w turystyce – głos w dyskusji / Stanisław Lipiec – historyk, europeista, pilot wycieczek

Stanisław Lipiec DEREGULACJA W TURYSTYCE

Zobacz artykuł w pełnej wersji przekazanej do redakcji (zaprezentowano tu ok. 80% treści publikacji)/ Śródtytuły i wybór fragmentów poniżej – redakcja serwisu PilociWycieczek.pl / zdjęcie z archiwum S.Lipiec

Niewiele wiemy o deregulacji

Kiedy blisko dwa lata temu Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin zaczął mówić o deregulacji niektórych zawodów ściśle określanych i regulowanych przez polskie prawo, niewielu wydawało się, iż ta inicjatywa ustawodawcza będzie miała tak wielu zwolenników, jak i przeciwników. Nie wydawało się, że wbrew pozorom tak niewiele będziemy wiedzieć o tym,  czym jest deregulacja.

WIĘCEJ: DEREGULACJA - piszemy o tym / PilociWycieczek.pl

Deregulacja = porządkowanie schedy po socjalizmie

Inicjatywa deregulacji powstała w Polsce już bardzo dawno temu i była powoli wdrażana w różnych sektorach gospodarki. Sama deregulacja nie miała być nadrzędną rewolucją w dostępie do zawodów w Polsce, lecz próbą uporządkowania niektórych profesji.

Niestety tak się stało, iż jednym z wielu elementów schedy po okresie socjalistycznym w Polsce była cała masa regulacji prawnych zezwalających, bądź nie, do kształcenia się i uprawiania pokaźnej liczny zawodów. Zakazy lub utrudnienia w dostępie do pracy w socjalizmie, w większości przypadków, nie miały u swych podstaw kwestii bezpieczeństwa, profesjonalizmu, czy jakości samej pracy, lecz po prostu utrudniały „prywaciarzom” funkcjonowanie na rynku, czy utrudniały dostęp do niektórych „światowych”, czy potencjalnie niebezpiecznym dla Państwa zawodom (np. marynarz, czy ochroniarz).

Przyczyny dotychczasowych regulacji

Wydawałoby się, iż po 1989 roku Władza winna, liberalizując rynek, otworzyć dostęp do większości zawodów, deregulując większość zakazanych, czy ograniczanych zawodów. Tak się jednak nie stało z wielu powodów.

Jednym z nich był błyskawiczny wzrost gospodarczy i wprowadzanie nowych profesji nowoczesnej gospodarki. Ustawodawca, obawiając się wypuszczenia z zakresu własnych decyzji możliwości kontroli nad postępem, nie dereguluje systemu pozwoleń do uprawiania niektórych zawodów. Kolejne rządy obawiały się także posądzenia o zbyt daleką liberalizację rynku pracy lub po prostu o dokonanie jednoznacznego wyboru kierunku rozwoju rynku pracy w stronę liberalizmu.

Uważano także, iż osoby posiadając uprawnienia do pracy w danych zawodach są najlepiej wyszkolone. Pamiętajmy o tym, iż w Polsce posiadanie zaświadczenia, dyplomu, czy jakiegokolwiek urzędowego dokumentu, zastępuje rzeczywiste umiejętności i wiedzę. Jednym słowem „papier” jest ważniejszy niż profesjonalizm. (…)

Uprawnienia turystyczne – nowość lat 90.

Przykładem wieloletniej deregulacji i [długotrwałego – dod.red.] ujednolicania może być żeglarstwo i szeroko pojęta marynarka, w których od 1997 roku zakres koncesji, uprawnień i pozwoleń do prowadzenia rożnych jednostek pływających zmieniał się 23 razy. Dopiero na mocy III ustawy deregulacyjnej (tzw. III deregulacji Gowina), po 17 latach zostanie ostatecznie rozwiązana kwestia poszczególnych uprawnień żeglarsko-marynarskich. Pamiętajmy także, iż uprawnienia turystyczne w tym przewodnicko-pilockie też są nowością lat dziewięćdziesiątych, roku 1997, zmiany roku 2004 i 2006. (..)

374 zawodów regulowanych w sposób bezpośredni

Jak widać polska gospodarka i rynek pracy wchodzące w XXI wiek były obciążone silną dominacją Państwa na teoretycznie liberalnym rynku pracy.

Porównanie na arenie międzynarodowej także nie wypadało dobrze. 374 zawody regulowane w sposób bezpośredni (wykluczamy tutaj koncesje, licencje i pozwolenia rzeczowe, które trzeba mieć by się czymś konkretnym zająć np. trzeba mieć koncesje na sprzedaż broni, by być jej sprzedawcą), to liczba przewyższająca zjawisko w  konserwatywnych i zbiurokratyzowanych Niemczech, Austrii, czy Szwecji.

Porównanie z zagranicą nie jest jednak najistotniejsze. Najważniejszym jest bałagan, często zabranianie dostępu do zawodu młodym, zdolnym i ambitnym, kumoterstwo, absurd. Po wielu latach udaje się Jarosławowi Gowinowi i jego zespołowi zająć deregulacją osobistych uprawnień w danych zawodach. (…)

Reforma Gowina w turystyce w zgodzie z trendem europejskim

Przyjrzyjmy się dokładnie reformom deregulacyjnym Jarosława Gowina, szczególnie pod kątem uprawnień turystycznych i sportowych.

Na samym początku należy podkreślić, iż deregulacja w zakresie turystyki nie jest niczym dziwnym. Ministerstwo nie powzięło sobie za szczególny cel stworzenie zawieruchy w sektorze usług turystycznych i sportu. Deregulacje uprawnień w tym zakresie mają nade wszystko uporządkować system egzaminów, wykonywania zawodów, odpowiedzialności. Oczywiście deregulacja musi być prowadzona na konkretnej podbudowie ideologicznej. Zdecydowano, iż najlepszym rozwiązaniem jest doprowadzenie rynku niektórych usług do pełnej liberalizacji. Taki kierunek jest zgodny zarówno z trendem polskim – obecnych władz, jak i całej Europy.  (…)

Pełna deregulacja pilotów i przewodników – koniec pseudokursów

(…) Przede wszystkim zawód pilota wycieczek, przewodnika miejskiego, instruktora sportu i rekreacji ruchowej (oraz trenerów), ulegają całkowitej deregulacji. Z rozważań wykluczamy przewodników górskich, jako deregulowanych w sposób porządkujący – główne kryteria wejścia (kurs i egzamin), pozostają niezmienione.

Czy faktycznie dotychczas były potrzebne uprawnienia, kursy, egzaminy i wyśrubowane wymagania by uprawiać te sportowo – turystyczne zawody? Czy istnieje tak wielkie ryzyko śmierci turysty, czy sportowca, gdy zajmuje się nim nieprofesjonalista? Czy wiele ryzykujemy w oczach obcokrajowców, w przypadku gdy przewodnik pomyli polski obóz koncentracyjny z hitlerowskim obozem koncentracyjnym w Polsce? Czy istnieje większe ryzyko, że rynek straci na zniesieniu tych kilku uprawnień? Uważam, że nie.

Niniejsza reforma porządkuje ten sektor zatrudnienia i gospodarki. Nie będzie już pseudokursów pilockich, organizowanych wirtualnie, egzaminów pilockich, na których zdanie trzeba się uczyć kwadrans wcześniej. Nie będzie zbędnego systemu wpisywania języków obcych do legitymacji na podstawie specjalnych egzaminów językowych organizowanych rzadko, nie wiadomo gdzie i obejmujących tylko kilka najważniejszych języków. Nie będzie także bardzo długich teoretycznych kursów instruktorskich, gdzie absolwenci uczą się np. jakiś stosunek do sportu miał Marszałek Piłsudski.

Drobne wady deregulacji, ale rynek i tak wygra

Trochę jednak żal, że nie będzie kursów, weryfikujących wiedzę w zakresie praktyki instruktorskiej danej dziedziny, czy praktyki i wiedzy przewodników miejskich. Faktycznie, te dwa działy są ważne i niekiedy dość skomplikowane. Deregulacja w tym zakresie mogłaby być trochę ograniczona. Trudno jednak porządkując ten rynek pozostawiać np. wymóg zdania egzaminu praktycznego na przewodnika miejskiego, a egzaminu teoretycznego już nie. Nie zmieniłoby to prawie nic w całym systemie. Rynek jest potężną machiną, weryfikująca wszystko. W sposób nieskrępowany, jak brutalny walec niszczy nieprzygotowane do działania na nim jednostki. Natychmiast zweryfikuję, czy przykładowy stojący pod Wawelem sympatyczny Pan ze starymi uprawnieniami jest bardziej kompetentny, niż młody elegancji doktor historii sztuki po Harwardzie bez licencji (bo nie miał czasu zrobić). Rynek weryfikował to już wcześniej w systemie licencyjnym. Powszechną przecież praktyką było ocenianie przez biura podróży ryzyka w stosunku do jakości, w w przypadku kiedy grupę oprowadzał dobry przewodnik lokalny, dobry pilot, zwykły pilot, lub „Pan Zdzisio-kierowca”. Tutaj się nic nie zmienia.

Licencja i dyplom – relikty z przeszłości

Oczywiście pozostają obawy – papier w ręku to pewne potwierdzenie naszej wiedzy i umiejętności. Jest to myślenie z okresu Franciszka Józefa i Cara Aleksandra. W XXI wieku żaden papier i żadna pieczątka nie dają pewności zatrudnienia czy bezpieczeństwa. Dzisiaj listy żelazne się łamie, a dyplomy wyższych uniwersytetów są mniej istotne niż 50-letnie doświadczenie po ukończeniu gimnazjum. Uprawnienia nic nie potwierdzają i niczego nie gwarantują. Zarówno wczoraj, jak i dziś.

Przecież przewodnik miejski posiadający uprawnienia od dziesięciu lat, niepracujący w tym fachu, nigdy nie będzie wiedział tego co powinien wiedzieć, wnioskując z jego uprawnień. Blokuje jednak miejsce młodemu absolwentowi Harvardu, niemającemu uprawnień, ponieważ wolny rynek jest sterowany systemem uprawnień. Piloci wycieczek powinni się już od wielu lat obawiać swoich młodych kolegów, a szczególnie koleżanek. Na każdym kroku wyrastają coraz to nowe kursy pilockie. Tysiące osób kończy te szkolenia, setki otrzymuje uprawnienia. Teoretycznie konkurencja wzrasta. Jednak w porównaniu do liczby absolwentów-młodych pilotów, konkurencja na tym rynku jest stale podobna. Liczy się jednak doświadczenie, języki, wiedza, umiejętności specjalne oraz dobre kontakty z partnerami. Młodzi tego nie mają. Posiadanie uprawnień, nie wpływa na te cechy będące ogromnym profitem doświadczonych adeptów turystyki.

200 tysięcy osób deregulowanych w turystyce, kilka tysięcy w innych zawodach

Złożyło się tak, iż miałem możliwość pewnego wpływu na tworzoną I Ustawę deregulacyjną. Można w większym lub mniejszym stopniu nie zgadzać się z jej postanowieniami, jednak dwa fakty są istotne. Pierwszy- w zakresie turystyki obejmie ona nie więcej niż 200 tysięcy osób, zaś w pozostałych zawodach liczby są na poziomie kilku tysięcy osób w zawodzie. (…)

Brak informacji, edukacji, marketingu reformy – błędem rządu

Twórcy Ustawy zapomnieli jednak o jednej rzeczy – informacji, edukacji i marketingu swoich działań. Niestety obecny Rząd, często przeciwko swoim słusznym działaniom, zapomina o tym. Fakt, iż władze centralne regulują i „sprzątają” rynek, dostosowują się do krajów UE, likwidują układy, upraszczają procedury i starają się częściowo udostępniać rynek młodym nie oznacza, iż obywatele lub władza na niższych szczeblach nie mogą na zasadach rynkowych oceniać, naznaczać, pokazywać itd. wybitnych, czy dobrych instruktorów sportowych, pilotów wycieczek, przewodników, czy innych deregulowanych zawodów.

Rozwiązania na przyszłość – dobrowolność!

Ustawa deregulacyjna mówi tylko JA (Państwo) – wychodzę z tego biznesu. Określając kolokwialnie –„róbcie, co chcecie”. Oczywiście należy się zastanowić, czy nie podążyć całkowicie za opinią Ustawodawcy i po prostu zostawić turystów i sportowców dzikim objęciom rynku. Zapewne chcemy temu zapobiec, gdyż życie, zdrowie i opinie uważamy za istotne.

Czy stoi cokolwiek na przeszkodzie by lokalne samorządy wprowadzały system kursów i pozwoleń na oprowadzanie po ich terytorium? Czy stoi coś na przeszkodzie by stowarzyszenia, związki zawodowe, wpływowe gremia nadawały certyfikaty najlepszym? Czy jest zabronionym, aby instytucje zagraniczne przejmowały funkcję weryfikatora jakości pracy pilota/przewodnika/instruktora. Czy nie można wykorzystać do weryfikowania jakości i wiedzy już istniejącego systemu potwierdzania umiejętności zawodowych MEN, dyplomów wyższych uczelni np. poprzez wprowadzanie wąskich kierunków, czy specjalności w zakresie przewodnictwa, czy instruktażu. Pomysłów oczywiście można mnożyć wiele. Nadrzędną jednak zasadą powinna być dobrowolność.

Nie można zakazywać pracy

Nie można zakazać pracy gdziekolwiek osobie, która nie posiadałaby np. certyfikatu kompetencji. Byłoby to niezgodne z konstytucyjną zasadą wolnego rynku i teleologicznym celem wprowadzanej ustawy. Omówione zaś formy sprawdzenia, certyfikacji, potwierdzenia, nie byłyby formami zezwalającymi na pracę w danym zawodzie, nie stanowiłyby kryterium dostępu do danej profesji, lecz potwierdzałyby nasze kompetencje w danej pracy.

Przykład ze świata żeglarskiego

Posługując się przykładem można by przytoczyć polski i międzynarodowy system uprawnień żeglarskich.

W Polsce by prowadzić jacht należy posiadać obecnie jeden z trzech stopni żeglarskich (z pewnymi wyjątkami). Nie posiadanie patentu (uprawnień) przy prowadzenie jednostki pływającej, jest traktowane tak samo jak prowadzenie samochodu bez uprawnień i wiąże się z 500-złotowym mandatem i innym problemami. W większości krajów na świecie każdy może wypożyczyć jacht „na dowód”.

Armatorzy obawiali się jednak, że taki może nie posiadać kompetencji do prowadzenia jednostek. Tym samym w Anglii, jedno z większych stowarzyszeń żeglarskich ISSA, uznało iż będzie wydawało potwierdzenia kompetencji żeglarskich dla swych członków. System potwierdzeń ISSA rozpowszechnił się na całym świecie.

Tym samym osoba nieposiadającego żadnego potwierdzenia, licencji, czy patentu może wypożyczyć dowolnych jacht we Francji, Anglii, Australii, lecz może zostać poproszona o potwierdzenie swych kompetencji legitymacją ISSA. Nie mając tego kwitu armator może też prosić np. o demonstrację umiejętności, opinie innych kapitanów, dyplom żeglarski, czy marynarski itd.

Nie można jednak wypożyczyć jachtu w takich europejskich krajach jak Polska, Rosja i Chorwacja, ponieważ tutaj jest zhierarchizowany system licencji-zezwoleń, praw jazdy, bez których ani rusz. Podobne zasady jak w żeglarstwie panują w nurkowaniu, spadochroniarstwie, szybownictwie.

Strach starych wiarusów

Dlaczego więc mamy się bać wykluczenia starych wiarusów z rynku, wzmożonej konkurencji, czy spadku jakości usług.

Wprowadzajmy systemy weryfikacji umiejętności i wiedzy np. w ramach ogólnopolskiego związku stowarzyszeń, które byłoby członkiem międzynarodowego stowarzyszenia pilotów np. The World Federation of Tourist Guide Associations. Posiadanie prywatnych certyfikatów rozpowszechni się.

Nie miejmy obaw

Jestem pewien, że każdy potencjalny pracodawca będzie pytał każdego młodego człowieka o potwierdzenie swych kwalifikacji. Tutaj zaś my, doświadczenie piloci i instruktorzy, czy przewodnicy, pokażemy certyfikaty, może dodatkowe stare legitymacje i będzie wszystko jasne.

Kryteria zaś uzyskiwania prywatnych uprawnień mogą być takie, aby wykluczyć z tego ekskluzywnego grona osoby nieposiadające predyspozycji do zawodu. Wtedy zarówno one będą mogły poszukiwać na własną rękę, znajdując zapewne klienta, jak i my – doświadczeni, znajdziemy swojego odbiorcę, którym nie będziemy musieli narzekać na młodych i niedoświadczonych oraz na nasze zarobki. Najwyższy czas to zmienić. Czasu pozostaje niewiele. Kolejny sezon zacznie się za kilka miesięcy. Możemy rozpocząć nowy okres znacznie silniejsi niż dzisiaj.

Stanisław Lipiec (kontakt via Facebook)

18 responses to “Deregulacja w turystyce – głos w dyskusji / Stanisław Lipiec – historyk, europeista, pilot wycieczek

  1. witam,
    nie mówię deregulacji TAK, nie mówę NIE. Sam zamysł aby ułatwić dostęp do zawodów jest dobry – tego nie neguję. Mam tylko wrażenie, że na hasło Uwalniamy zawody podpisujemy ustawę i koniec. Wolno wszystko… ale
    Jak to wygląda na terenie samej Uni Europejskiej, gdzie są kraje gdzie wymagany jest certfikat, potwierdzenie swojego zawodu. Obecnie urzędy marszałkowskie takiego certyfikatu nie wydadzą i co ma zrobić ten świetny pasjonat, który ma wiedzę, talent itp – no czymś się musi pochwalić, zareklamować, aby móc wyjechać. Jak ma zacząć taki początkujący pilot? Zawsze taka licencja była pewnym poświadczeniem.
    Dobre są tu przykłady izb branżowych, aby one wzięły na siebie certyfikowanie osób chętnych przystąpić do zawodu. Zgadzam się, że można będzie dopuszczać sinologa z zacięciem turystycznym na wycieczki do Chin, geografa na wycieczki po Polsce, varsavistę jako przewodnika miejscowego, itp..
    Obecnie wydaje mi się, że w okresie przejsćiowym może być jeszcze trudniej wejsc na rynek osobom bez licencji, a więc wbrez założeniom ustawy. Bo zanim rynek zweryfikuje kompetencje i wyda opinię, to w jaki sposób ten młody pasjonata udowodni swojemu przyszłemu pracodawcy, że jest świetny w tym co robi? Jak dostanie swoje pierwsze zlecenie?
    Dodam, że na terenie UE są miasta gdzie wymagane sa szkolenia a następnie egzamin na przewodnika miejskiego: np. Praga i Wiedeń.
    O ile w przypadku Czech możemy mówić o pewnej zaszlości socjalistycznej, to co powiemy o Wiedniu?

    • Zgadzam sie z Panem , poczatkujacy piloci moga miec niewielkie szanse , zeby pokazac na co ich stac …

  2. Licencja i dyplom – relikty z przeszłości…………W tej i wielu şnnych kwestiach zgodzic sie nie mozna. W niektorych krajach i nie mowie tu tylko o Europie , pılot bez okazania przez firme partnerska, miejscowa, nie dostanie wizy tour-operator czyli oficjalnego pozwolenia na prace, w danym obcym kraju. Dlaczego sie o tym nie mowi wprost ???? İnne kraje takimi uprawnieniami chronia, swoj miejscowy rynek pracy i dla polskich pilotow – przewodnikow brak uprawnien powoduje trudnosci i male zarobki lub prace wrecz na ,,czarno,, Dlaczego o tym sie nie powie mlodym wprost ???? Nie ukrywajcie faktow , no chyba ze ktos jest kompletnie nie swiadomy jak wyglada praca za granica, poza Unia, Europejska, i tu brak uprawnien powoduje ze Polska swojemu obywatelowi nie pomaga w ochronie jego ineresu pracowniczego i jego praw. Dosc ,, mydlenia oczu,, nowym potencjalnym pilotom !!!! rynek pracy w turystyce jest tyle chlonny ile jest biur turystycznych i na ile one potrzebuja, kadr. Wiadomo ze powinny brac najlepszych , a ten sezon pokazal ze tak nie jest. Szuka sie najtanszego pracownika , takiego co to bedzie pracowal po 17 godz. dziennie lub noca, za 400-1000 euro miesiecznie daleko od domu bez zadnych praw. Albo mu firma zaplaci albo nie…..I tak oto obywatela polskiego nasz ,,rzad,, ma gleboko w powazaniu…..BRAk uprawnien dopiero namnaza ilos kursow wszelakich i pseudo-ekspertow turystycznych , ktorzy to perroruja, ze wiedza, wszystko i naucza, pilota. WİDAC İLE BİUR , BİURECZEK ZBANKRUTOWALO W TYM ROKU BO SOBİE NİE PORADZİLY W KRYZYSİE….Czy sie zwiekszy liczba miejsc pracy??? Oczywiscie nie , bo mlodzi piloci nie znajda, nagle zatrudnienia za godziwa, place….chyba ze otworza, wlasne firmy….NA to trzeba kasy i wiedzy, aby nie ,,poplynac,,……A i zlecenia organizacyjne trzeba miec odpowiednie,….a wiadomo mala reklama to male wygenerowne przychody. Zatem opowiesci o tym jak to bedzie wiecej stanowisk pracy….TO SA, BAJKİ !!!!! Jednolita procedura i znajomosc prawa tylko porzadkuja etyke tego zawodu na plaszczyznie miedzynarodowej patrzac. Nie jest prawda , ze kazdy kto tylko ma ,,gadane,, , moze sobie wszedzie na Swiecie opowiadac o miejscach historycznych lub miejscach kultu religijnego…..nooo chyba ze chcemy wychowac pokolenie niedoukow = przepraszam za okreslenie ,, historycznych imbecyli,, ….a niestety brak regulacji prawnych do tego prowadzi. Przepraszam, ale cisnie mi sie tu cytat : ,, jedna z pierwszych ustaw, w komunistycznej Polsce byla ustawa o walce z analfabetyzmem, otwarto szkoly , a le analfabetow mamy ciagle tyle samo,, Jakies klopoty z logicznym mysleniem , czy tez analizowaniem faktow my POLACY mamy caly czas!!!!! İ to WSTYD….Pewne normy w kazdej dziedzinie sa, konieczne wrecz niezbedne i robmy wszystko aby je poprawic i ujednolicic , ale nie tylko w kraju , ale globalnie na Siecie. Polska to NİE JEST PEPEK SWİATA , uczmy sie gdzie jakie prawo jest najlepsze dla obywatela , A NİE TYLKO DLA ,,RZADU,, RZAD NİE İSTNİEJE SAM DLA SİEBİE RZADZACY WİNNİ BYC W SLUZBİE NARODU , aby w kraju i poza jego granicami obywatelowi Polskiemu ulatwic zycie !!!! Tak jak jest u Nas wcale nie musi byc w innym kraju i to jak my bysmy chcieli …to nie znaczy wcale ,ze akurat my mamy racje polıtyczna,- histopryczna,. İm wieksze bezprawie tym wiekszy balagan i anarchia. NİE DO TEGO SLUZY DEMOKRACJA !!!!

    • tak, ujawnic fakty! faktem jest, ze piszesz pierdoly…. co by ten kraj, gdzie jestes zrobil bez Polakow-pilotow, ktorzy maja „papiery”…..

  3. Witam
    Wolny rynek jednak nie załatwi wszystkiego, likwidując obecny system nauczania i egzaminowania , wylano dziecko z kąpielą. Gdy 2008 roku przyjęto normę dotycząca kształcenia przewodników (EU15565:2008) nie dbano by ta jako zalecana stała się podstawa programowa dla kursów przewodnickich. Jednocześnie nie posiadamy systemu kształcenia zawodowego w kierunku przewodnickim i pilockim. Tak by to uczelnie kształciły i egzaminowały, konkurując poziomem o nowych kandydatów. Jesteśmy teraz w sytuacji totalnego rozkładu tej dziedziny gospodarki. Minie kilka jak nie kilkanaście lat jak dziure po obecnym systemie wypełni nowy sposób kształcenia. W tym okresie młodym wchodzącym na rynek będzie trudno zaistnieć. Zatrudniając teraz „pasjonata” , którego nie znam to wybiorę tego , którego znam i już go sprawdziłem. Młodemu dam szansę jak sprawdzi go inne biuro .

  4. Jak to „niewiele wiemy” czym jest deregulacja. Dobrze wiemy Całkowitą deregulację wprowadziła już w 1989r. ustawa Wilczka i przez całą dekadę nowoczesny wolny rynek turystyczny rozwijał się bez żadnych regulacji dostępu do zawodu. Państwo są pewnie tak młodzi, że nie pamiętają. Nikomu to nie przeszkadzało oprócz frakcji PRL-owskich działaczy którzy załatwili sobie ustawowe zapisy z rządzącą wtedy SLD bez żadnych (jak dziś) społecznych konsultacji. Obecny ruch jest prostym wywaleniem tej komunistycznej spuścizny do kosza. Co do rzekomych „certyfikatów” wymaganych rzekomo przez przepisy unijne to oczywiście bzdura totalna. Jakimś cudem największe rynki turystyczne – Niemcy, UK, Skandynawia dają sobie radę bez państwowych regulacji. Praktycznie, do celów porządkowych wystarczy identyfikator wystawiony przez biuro turystyczne a nie przez państwowego urzędnika. Ale cóż, jak likwidowali pod koniec lat 80-tych kartki na mięso i inne produkty też były lamenty że jak my sobie bez nich poradzimy. Czytając te komentarze widzę ten sam styl myślenia myślenie:)

    • No wlasnie są jakies certfikacje, itp.
      Wyjazd na wschód: celnik chce starszego grupy, turlidera, itp. Zwykle nie ma klopotu – ale czasem che aby udokumentować że ma jest się tym turliderem (granica z Rosją – raz chciał zobaczyć państwowy indentyfikator) Wejscie do muzeów, turlider za siebie nie płaci jesli pokaże że on z grupą – on to rozumienią – turlider jest w pracy, więc po co ma płacić setny raz za to samo muzeum🙂 (na Ukrainie też raz chciano dokumentu)
      Ok – pilot który na stałe wsółpracuje z danym biurem może mieć takie poświadczenie od biura., a pilot który jest „wolnym strzelcem” – kto mu poświadczy, że jest on tymże pilotem ?
      Ja nie neguję zamysłu samej ustawy, Ułatwić – OK. Ale wprowadźmy do tego jakiś sposób certfikacji, licencji, sposobów podyższania kwalifikacji,itp – może się to przydać.
      Nie bronię długich kursów i ograniczeń dla entuzjastów – ok teraz mają szansę. W artykule pokazano możliwości jak można łatwiej wejść do zawodu, kto może poświadczyć umiejętności. Mamy szeregi Izb turstycznych więć nich np. nad tym popracują.
      Np. w Czechach jest kodyfikacja i są też standardy nauczania (norma Przewodnik ruchu turystycznego – 65-021-N ). Oprowadzanie po Wiedniu – musi być przewodnik miejscowy. U nas na razie nic nie wiadomo. Teoretcznie nie musi, ale gdzieś tę wiedze trzeba zdobyć.

      Czy jestem za zmianamy – TAK, ale z głową
      A co do kartek dobrze, że ich nie ma bo był to jedynie okres przejsciowy. Więc temat kartek nie jest tu dobrym porównaniem.

      • Ale naprawdę to nie ty – pilot musisz się tym kłopotać. To jest problem pracodawcy, w którego interesie jest sprawne przeprowadzenie imprezy i zapewnienie odpowiednich dokumentów.

    • Nie masz racji. Sorka , ale Unia to nie cały Świat. Ja akurat jestem w kraju poza Unią i tu potrzebne są uprawnienia pilockie aby dostać vize tour-operator i legalne pozwolenie na pracę. Bez tego ambasada tego kraju nie da viz tour operatorskich. Czyli problem jest. Takimi uprawnieniami inne kraje chronią swoje rynki pracy , czyli praca dla swoich obywateli tyle ze Ci nie znają języka polskiego akurat i pilot polski jest potrzebny. Ja akurat uprawnienia mam , ale młodzi bez uprawnień nie mają szansy na legalną pracę.

      • Wlaśnie ja te z się do tego odnosze czym ma udokumentować pilot swoją działalność w kraju poza UE. Ja po Unii jeżdże mało, główne kierunki to wschód – niech będzie, że kraje biurokraji.
        Teoretycznie mamy rok 2014, dziala deregulacja. Mam nowego pilota, zna kraj pozaunijny, wiedzę ma, przekonal polskiego turoperatora, że cos wie i…. zaczynają sie schody, bo nie może otrzymac wizy, bo nie może udokumentowć swoich uprawnień. Marszałek już mu nie wyda – bo każdy może. Biura turtyczne – jeszcze nie ma stadardu i pomysłu na to kto , co i jak bedzie wydawał
        Jesli wydałby certtyfkikat pilocki jakis inny oficjany podmiot, np. Izba Turstyczna – problem jest rozwiązany. A tak ….. chyba, że ja oraz JAGA czegoś nie wiemy,

      • Ciekawe jak sobie radzą w takim razie piloci z Niemiec., UK, USA i większości innych krajów gdzie nie ma uprawnień państwowych…

  5. Przewodnik – jak ma wejśc na rynek nowa osoba?
    Teoretycznie zgodnie z ustawą likwidujemy kursy na przewodnika miejskiego po Warszawie. Nie ma wiec kursów, nie ma egzaminów, nie ma licencji.
    Gdzie się ten młody pasjonata ma douczyć pracy z grupą, wypowiedzi, zwiedzić zawodowo Warszawę. Zgadzam się, że stary system kursów był za długi, biurokratyczny, itp. Ale warto aby gdzieś się ten młody douczył…. pytanie gdzie ?

  6. Jeśli oprowadzać po katedrze w Sandomierzu ma oprowadzać hafciarka z Poronina która nigdy tam nie była, to gratuluję tupetu i intelektu zwolennikom zmian, nadchodzi sodomia i gomoria…:-)

    • Jeden z najbardziej durnych argumentów. Jest w Polsce 1000 albo więcej zawodów nie regulowanych – kucharz, dziennikarz, mechanik, programista itp. których jakoś nie wykonują „hafciarki z Poronina. Jeśli ktoś ma tak żenująco słabą wiedzę to lepiej żeby się trzymał jak najdalej od przewodnictwa i co najwyżej zamiatał w tym Sandomierzu ulice.

      • Odpowiem tak Panie Zimowski…… w kraju w ktorym akurat ja pracuje bardzo niewielu jest piklotow niemcow, najczesciej sa, to Polacy mowiacy po niemiecku lub tubylcy mowiacy po niemiecku. Co do ksztalcenia i wiedzy historycznej – powszechnej radze w wolnym czasie wybrac sie na uniwersytet jakis w Niemczech i tam troche postudiowac, a przekona sie Pan jaki zakres wiedzy historycznej i geograficznej posiada osoba po studiach tam. Niestety tam sa, wymagania znacznie nizsze , nie mowiac juz o naginaniu interpretacji faktow historycznych. Ja powiem tak od siebie : Niemieckie wcale nie znaczy dobre. Ja jakos nie zachwycam sie , tak jak Pan, wartosciami pochodzacymi z Niemiec. Pan promuje wolne przewodnictwo , ale mnie i wielu innych pilotow- przewodnikow nie przekona Pan do swoich racji. Weryfikacja kadr i pewne normy konieczne sa, w kazdej branzy, czy sie to komus podoba czy tez nie.

  7. Pingback: Kontrowersje “DEREGULACJA W TURYSTYCE” (1) – komentarze do artykułu Staszka Lipca | PilociWycieczek.pl·

  8. Droga Pani, tak się jakoś składa że politycy w Polşce szli do wyborów pod hasłem budowy drugiej Irlandii, a także Anglii, Beneluksu, Niemiec a nie „drugiej Turcji” şorki, ale z racji że gdzieś w trzecim świecie, bananowych republikach jest idiotyczne prawo to nie znaczy że my mamy się do nich naginać i z nich czerpać wzorce legislacyjne! A Weryfikacja kadr oczywiście jest i będzie ale przez biura turystyczne, tak jak autor oryginalnego tekstu napisał – państwo wychodzi z tego biznesu, bo nie jest zadaniem państwowego urzędnika zajmowanie siŁ takimi sprawami jak sprawdzanie czy pilot umie policzyć ludzi w autokarze.

  9. Pingback: Odpowiedź na deregulację – co w turystyce powinniśmy zrobić! Tezy na Forum Pilotażu i Przewodnictwa. | PilociWycieczek.pl·

Możliwość komentowania jest wyłączona.